Res corporales, res incorporales

Starożytni Rzymianie rozróżniali rzeczy materialne – rozpoznawalne za pomocą zmysłu dotyku (złoto, srebro, szafa itp) i rzeczy niematerialne – których nie można dotknąć, a które polegają na uprawnieniach (spadkobranie, użytkowanie, zobowiązania, a współcześnie również prawo autorskie , prawo wynalazcze).


Współczesne prawo autorskie jest wyodrębniane jako rzecz niematerialna według tego samego kryterium, co u Rzymian: „nie ma znaczenia, że spadek obejmuje rzeczy materialne i plony pobierane z gruntu są materialne, i to, co nam się należy z jakiegoś zobowiązania, jest przeważnie materialne, jak np. grunt, niewolnik, pieniądze. Bo samo uprawnienie do dziedziczenia i samo uprawnienie do użytkowania, i samo uprawnienie wynikające z zobowiązania jest niematerialne” (G.2,14: Nec ad rem pertinet, quod in hereditate res corporales continentur et fructus, qui ex fundo percipiuntur, corporales sunt, et quod ex aliqua obligatione nobis debetur, id plerumque corporale est, veluti fundus homo pecunia; nam ipsum ius successionis et ipsum utendi fruendi et ipsum ius obligationis incorporale est).

Obecnie zauważam dookoła siebie olbrzymią wulgaryzację rozumienia prawa, spowodowaną po pierwsze ogólnym dostępem do nielegalnego oprogramowania za pomocą internetu; po drugie chęcią przekonania świata, że korzystanie z takiego oprogramowania powinno być legalne – przecież nie jesteśmy złodziejami; po trzecie, negowanie prawa własności jeśli chodzi o gigantów i znienawidzonych monopolistów, tłumaczone własną pogardą dla prawa własności intelektualnej.

Każdy z internautów kiedyś chcąc-nie chcąc skorzystał z nielegalnego oprogramowania. Tego nie muszę tłumaczyć ani udowadniać mam nadzieję. Sam zasysam emulem tyle nielegalnego oprogramowania i utworów, że strach. Jestem złodziejem. Jednak nie każdy chce się przyznać przed samym sobą, że kradnie. Polacy tak już mają, że kombinują i dla swoich kombinacji znajdą przeróżne usprawiedliwienia. Bo MS każe mi kupować OS razem z IE, programem pocztowym, media playerem, a ja bym chciał czysty OS za 100zł. Bo MS ma większościowy udział w rynku, bo winshit jest za drogi, bo i tak nie jest bezpieczny ani dopracowany, itp, itd….. Tylko, że to wszystko nie zmienia faktu – własność intelektualna, albo po prostu własność praw autorskich istnieje i należy jej się obrona.
Można twierdzić, że nie można własności intelektualnej ukraść albo dotknąć. Prawa spadkowego też nie można. Bank ma prawo do naszych pieniędzy, jako wierzyciel gdy zaciągniemy kredyt, tego prawa nie można dotknąć, ale istnieje. Microsoft, jako korporacja tworząca oprogramowanie, ma prawo jego sprzedaży, zmieniania i nazywania swoim. I nie możemy się z tym kłócić, bo to dziecinne jest przede wszystkim, niesłuszne po wtóre, a polsko-zawistno-pseudowolnościowe na koniec.
Możemy sobie stworzyć system operacyjny bez okien, bez myszy, zupełnie różny od winshitu. I będziemy do niego mieli takie same prawa, jak MS do windowsa. To, że możemy zbyć własność tych praw, jest dowodem na istnienie owej własności.

I powtarzam, niech polemizuje z tymi argumentami ktoś, kto poświęcił jakiejkolwiek pracy dziesięć lat swojego życia. a potem puścił ją w świat na warunkach Creative commons, by niedługo potem oglądać jak jakiś ćwierćdebil dodał do książki trzy wersy i podpiął się pod sukces autora całości. CC jest dobre do blogowych wypocin, do muzyki garażowej, nawet do prac naukowych. Nie wiem jakie są rzeczywiste pobudki ludzi z CC korzystających. Myślę jednak, że przede wszystkim większość chce dzięki temu zaistnieć, by przerzucić się na jedno C i zarabiać. Myślę, że dopóki dzieło jest traktowane jako dodatkowe zainteresowanie, poza podstawowym źródłem dochodu, można użyć CC i tak to wygląda w rzeczywistości. Jeśli jednak dzieło jest częścią naszej pracy, dzięki kórej się utrzymujemy (jak programiści microsoftu, uważacie, że możecie odbierać im lata pracy na chleb?) i nie możemy sobie pozwolić na ofiarność względem ludzkości bo mamy żonę i dzieci, to użyjemy jednego C i all rights reserved.