Walka z korupcją

Przepis na skuteczną walkę z korupcją — zwłaszcza tak głęboko rozpowszechnioną jak ma to miejsce w Polsce — jest pozornie bardzo prosty. Należy rozpocząć skoordynowane działania w kilku obszarach. Po pierwsze niezbędne jest stworzenie odpowiednich podstaw prawnych, po drugie zorganizowanie efektywnych metod ścigania i karania osób zamieszanych w łapownictwo, wreszcie po trzecie konieczna jest zmiana nastawienia społecznego do problemu korupcji. 

Przede wszystkim należy podzielić metody walki z korupcją na:

1. tworzenie kolejnych urzędów z coraz większymi kompetencjami, czyli mnożenie instytucji kontrolnych i powiększanie liczby urzędników, oraz ich władzy.

2. rozwiązanie „trójfazowe”: ograniczenie arbitralnej władzy urzędników, poszerzenie zakresu wolnego rynku, oraz działania ku pobudzeniu świadomości społecznej i społeczeństwa obywatelskiego.

W Polsce stosuje się wszelkie możliwe sposoby zwalczania i ograniczania zachowań korupcjogennych. Uważam pierwszą metodę za przesiąkniętą socjalizmem, gdyż wywodzi się ona z zaufania do ludzkiej natury i przekonania o większej chęci urzędników do pracy na rzecz ogółu niż na rzecz siebie. Dla mnie taka wiara jest błędna. Tworzy się dodatkowe, specjalne komórki w policji, potem Centralne Biuro Śledcze, potem Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, potem specjalne komórki w prokuraturach, a na koniec okazuje się, że to wszystko nie działa i trzeba stworzyć kolejny urząd – Centralne Biuro Antykorupcyjne. Moim zdaniem to nie jeden urząd powinien nadzorować inny urząd, a ten jakiś następny urząd i tak dalej. W takim tempie za dwadzieścia lat będą w tym kraju same instytucje antykorupcyjne, wręczające łapówki sobie nawzajem….
Bardziej przemawia do mnie metoda druga. Wywodzi się ona z etyki liberalnej, z krajów o rozwiązaniach głęboko wolnorynkowych. Zakłada, że lepiej gdy ludzie działają egoistycznie, bo wtedy nawet nieświadomie wpływają pozytywnie na rozwój ogółu społeczeństwa. Wystarczy porównać sklepikarza sprzed 20 lat, z systemu zakładającego, że wszyscy obywatele pracują dla dobra ogółu a nie dla siebie… Ze sklepikarzem współczesnym, uczynnym, miłym, ponieważ pracuje dla siebie, a nie ogółu, ponieważ pracuje w wolnorynkowej gospodarce.

Nie powierzajmy urzędnikowi zbyt wiele arbitralnej władzy, wierząc, że ten będzie stawiał ponad swój prywatny interes dobro ogółu. Twórzmy natomiast taki system, który sprawi, że każdy, kto będzie się rozwijał w swoim prywatnym interesie, będzie przyczyniał się, nawet nie wiedząc o tym, do rozwoju ogółu społeczeństwa.

Pierwszą głośną inicjatywą antykorupcyjną w Polsce była akcja „Czyste ręce”. Zapoczątkowana przez ministra sprawiedliwości Włodzimierza Cimoszewicza, wymierzona była w wysokich urzędników państwowych, którzy wbrew tzw. ustawie antykorupcyjnej zasiadali w radach nadzorczych i zarządach spółek prawa handlowego. Do publicznej wiadomości podano wówczas nazwiska kilkudziesięciu osób, które łamały ustawę. Było to m.in. dwóch ministrów oraz pięciu sekretarzy stanu. Przeciwnicy akcji Cimoszewicza zarzucali, że miała ona charakter politycznych rozliczeń. Dziś o tej inicjatywie pozytywnie wypowiada się Grażyna Kopińska, prowadząca program „Przeciw korupcji” organizowany przez Fundację Batorego oraz Helsińską Fundację Praw Człowieka. — Akcja wskazała nieprawidłowości na najwyższym szczeblu administracji państwowej. Takich sukcesów w walce z korupcją nikt już później nie miał — mówi Kopińska. W raporcie Banku Światowego o korupcji w Polsce „Czyste ręce” wspomina się jako inicjatywę zasługującą na pochwałę, która „nie przeszła, niestety, do etapu skutecznego wdrożenia”.

Na drugą wielką ofensywę antykorupcyjną przyszło nam czekać do lata 1999 roku. Wówczas wojewoda śląski Marek Kempski, jako pierwszy w Polsce, uruchomił tzw. telefon antykorupcyjny. Inicjatywa spotkała się ze sporym odzewem. Tylko w pierwszych czterech miesiącach działalności linii w Katowicach odebrano blisko 900 telefonów i 70 listów. Zdecydowana większość zgłoszeń nie dotyczyła jednak przestępstw. — Często były to sąsiedzkie złośliwości i utarczki — wspomina Wojciech Poczachowski, dyrektor Centrum Informacji Wojewody Śląskiego.

Z korupcją w Polsce walczą dziś już nie tylko przedstawiciele administracji państwowej i politycy. Coraz częściej wyręczają ich organizacje pozarządowe. W marcu 2000 roku w siedzibie Banku Światowego utworzyła się Antykorupcyjna Grupa Robocza. Jej celem jest m.in. inspirowanie badań nad przyczynami korupcji, gromadzenie informacji o możliwościach kontrolnych różnych instytucji, tworzenie atmosfery poparcia społecznego dla działań antykorupcyjnych.

Z kolei Fundacja Stefana Batorego wraz z Helsińską Fundacją Praw Człowieka uruchomiła w styczniu 2000 roku program „Przeciw korupcji”. W ramach tego programu organizowane są seminaria i przygotowywane ekspertyzy prawne. Uruchomiono specjalną stronę internetową, zorganizowano konkurs dla dziennikarzy pod znaczącym tytułem: „Tylko ryba nie bierze”. Zdaniem Grażyny Kopińskiej prowadzącej program, najważniejszym jego elementem są działania na rzecz tworzenia społeczeństwa obywatelskiego. Organizacja wspiera tworzenie lokalnych grup społecznych, które zajmowałyby się monitorowaniem działalności urzędników państwowych.

Dzięki mediom i organizacjom pozarządowym pomału rozkręca się społeczeństwo obywatelskie. Trzeba jednak pamiętać, że takie zmiany trwają. Ważne jest to, że oburzenie Polaków na taką skalę korupcji utrzymuje się na wysokim poziomie, a wraz ze świadomością własnej wartości, zmaleje popęd do poniżania się i płacenia na przykład urzędnikom za to co powinni zrobić, bo za to dostają pensję z naszych podatków. Uważam, że niezależnie od wszelkich odgórnych inicjatyw: nowego urzędu (CBA), akcji „Czyste ręce” Cimoszewicza, albo „Manus puris” prowadzonej przez Transparency International, konkursów dla dziennikarzy typu „tylko ryba nie bierze”…. najważniejsze są inicjatywy oddolne, wychodzące z samego społeczeństwa, jak akcja „nie daję, nie biorę łapówek”. Do takiego zachowania już po raz trzeci namawiała w 2007 roku grupa młodych ludzi tworząca oddolny, obywatelski ruch „Normalne Państwo”, który stawia sobie za cel dążenie do stworzenia uczciwego i taniego państwa. Według nich główną przyczyną korupcji jest społeczne przyzwolenie, które wynika z powszechnego przekonania, że łapówka to norma. I trudno się z tymi ludźmi nie zgodzić.

Na koniec cytat w całości z artykułu Jana Nowaka Jeziorańskiego, człowieka, którego uważam za wielki autorytet. Mężczyznę wychowanego w młodej Drugiej Rzeczpospolitej, w czasach, kiedy ludzie mieli ogromne poczucie obowiązków społecznych, poszanowanie wiedzy i kultury, oraz głęboki patriotyzm.

„Populizm jest najbardziej niebezpieczną formą korupcji. Polega na kupowaniu głosów przez sprawujących władzę kosztem państwa i jego interesów. Korupcja w ogólności jest rakiem, który rozprzestrzenia się na cały organizm państwowy. Gdy dosięgnie najwyższych organów państwa, powołanych do walki z korupcją, przynosi jego upadek. Korupcja doprowadziła do upadku Pierwszą Rzeczpospolitą. Próby stworzenia sił zbrojnych, które byłyby zdolne do obrony państwa przed zaborczymi sąsiadami, uniemożliwił sejm. Ambasada rosyjska płaciła sto talarów za jeden głos. Jeden przekupny poseł mógł założyć veto albo rozbić sejm. Dziś jeszcze nie jest tak źle. Któż jednak może zaręczyć, że służby specjalne obcych państw nie usiłują potajemnie przekupywać i podporządkowywać swoim interesom urzędników i parlamentarzystów.

Walka z korupcją jest wojną obronną państwa na śmierć i życie. W każdej wojnie uświęconą metodą walki jest podstęp. W Stanach Zjednoczonych prowadzi się skuteczną walkę z korupcją, zastawiając zasadzki na ludzi oferujących łapówki. Żaden policjant nie ośmieli się przyjąć łapówki zamiast mandatu za przekroczenie przepisów, bo podejrzewa, że łapówka jest podstępem, który zaprowadzi go do więzienia. Podobne zasadzki ustawiane są na parlamentarzystów. Delegacja jednego z państw arabskich zaofiarowała łapówkę kongresmanowi na spotkaniu w pokoju hotelowym. Kongresman uległ pokusie, po czym w dniu następnym sfilmowane rokowania pokazane zostały na ekranie telewizyjnym, a parlamentarzysta znalazł się w więzieniu.

Dlaczego nie zastosować tej metody na szeroką skalę w Polsce?”

No właśnie? Właściwie dlaczego nie?