O metodzie

Próbuję inwestować już od ponad dwóch lat i nabrałem solidnego doświadczenia, ale w rozumieniu tego słowa, jako wszystkich nieprzyjemnych rzeczy, jakie nas spotykają i czegoś uczą. Bo trzeba wiedzieć, że doświadczenie w inwestowaniu to nie przyjemność obserwacji coraz grubszego portfela, a właśnie mnogość bolesnych porażek. Sposób w jaki z porażek wychodzimy i nauka jaka z nich dla nas wypływa, określają klasę inwestorów do jakiej się zaliczamy.

Im więcej wiem o giełdzie, tym rzadziej zaglądam na forum graczy giełdowych money.pl. Nie potrzebuję już wsparcia i wstępnych informacji, choć zawsze już będę pamiętał ludzi, którzy mi ich udzielili i mam nadzieję kiedyś przekazać to wszystko następnym inwestorom. Teraz wykorzystuję posiadaną wiedzę i z każdą błędną decyzją staram się nauczyć więcej. Wycisnąć maksymalnie dużo pożytku z minimalnych strat. Pablo nazwałby to budowaniem metody (kliknij, by poczytać jego bloga – warto).

Dowiedziałem się wiele z książek, które chyba jeszcze są dostępne pod linkiem, umieszczonym tu niedaleko na moim blogu. Wymienię kilka choćby tajemnic, jakie przede mną odsłoniły. Zasady dywersyfikacji portfela, analiza techniczna, cykle gospodarcze, przepływ kapitału, planowanie finansowe, elementy psychologii inwestowania… Rozumiem rzeczy, które dwa lata temu były dla mnie czarną magią: wolumen, split, prawo poboru, średnia krocząca, wstęga Bollingera, świece japońskie, kagi, odróżniam analizę techniczną od fundamentalnej, poprawnie odczytuję skróty RSI, MACD, C/Z (czyli P/E), C/WK (P/BV), FED, RPP, KDPW, CPI… Wiem, jak inflacja wpływa na ceny obligacji, towarów, akcji, oraz jak podążają za nią stopy procentowe. Dostrzegam targające rynkiem emocje, oraz swoje własne błędne decyzje. Pierwsza transakcja na giełdzie to był zakup akcji Sanwilu, kiedy nie wiedziałem tych wszystkich rzeczy. Zarobiłem wtedy 47% w miesiąc. Potem zaczęły się schody. Szukanie sposobu na giełdę, kamienia filozoficznego współczesnych czasów, jak napisał Adam Zaremba w ostatnim dodatku do Parkietu. Prawda jest taka, że niezależnie od metody, jaką wybierzemy, trzeba się jej trzymać. Mówię z własnego doświadczenia, więc podam przykład. Posługując się jedną metodą kupiłem kiedyś akcje Żurawi i zarobiłem 20% w dwa dni. Zmieniłem więc metodę, na zasadzie: „spróbujmy teraz inaczej” i oddałem zysk. Kilka dni później tą drugą metodą zarobiłem na akcjach spółki TUP i wróciłem do poprzedniej metody, zadowolony z odzyskanego zysku, by go oddać z powrotem. Zdenerwowany tym zamieszniem porzuciłem obie metody, by znaleźć trzecią… I tak dalej. Tak naprawdę wszystkie metody były dobre, a problem tkwił, jak zwykle, w najsłabszym ogniwie, czyli w człowieku. No, we mnie. Prawdziwy inwestor kupuje kiedy ceny spadają, jak teraz, a sprzedaje, kiedy rosną, bo na tym opiera się handel. Czy tego chcemy, czy nie, akcjami się handluje, a nie tylko kupuje. Kupuj tanio, sprzedawaj drogo, to złota reguła handlu. Takie to proste, a zarazem takie trudne z różnych względów.

Rafał Małkiewicz (kliknij, by poczytać) ma zatem rację, że trzeba znaleźć swoją prostą metodę, ale nie zgodzę się, że koniecznie musi to być metoda Warrena Buffeta. Wybierz drogę Benjamina Grahama, Petera Lyncha, George’a Sorosa, wszystko jedno jaką, kupuj po sygnale RSI, albo po przecięciu się średnich kroczących, albo po sygnale MACD, a najlepiej po potwierdzeniu jednego sygnału przez drugi… Ale wybierz coś wreszcie, dopracuj do perfekcji i stosuj z zyskiem! Dlaczego? Żeby uniknąć sytuacji, w której kupujesz z nadzieją na długoterminowe wzrosty, dochodzisz do
sporych zysków, więc trzymasz, choć cena spada a zyski topnieją. Potem dalej trzymasz. I trzymasz. I trzymasz. Tracisz, ale trzymasz. I kiedy tracisz naprawdę dużo, nagle zmieniasz się w inwestora krótkoterminowego i sprzedajesz, kiedy inni kupują. Potem patrzysz, jak rośnie, a Ty tego nie masz. I patrzysz. I patrzysz. Kupujesz wreszcie, kiedy wszyscy inni sprzedają… To jak biegać po mieście, żeby kupić najdroższy sprzęt elektroniczny, a potem jechać na jakąś giełdę i sprzedać, jako używany, taniej od konkurencji…

A więc pamiętaj o złotej regule. Kupuj tanio, sprzedawaj drogo. Nieważne czy w jeden dzień czy w dziesięć lat. Nie uciekaj teraz z taniej giełdy do drogiego złota, bo to jak ucieczka z promocji w supermarkecie do najdroższego sklepu w mieście. Wrócisz na giełdę jak będzie drogo? To jest ciekawa koncepcja, ale nie zyskowna.