O ropie

Kilka dni temu przypomniano mi na forum money.pl o tym wpisie – kliknij. Poczułem się zobowiązany do napisania czegoś na temat ryzyka.

Poprawna ocena ryzyka pozwalała wygrywać wielkie bitwy, zarabiać miliony na giełdach i w biznesach, zdobywać władzę i kobiety… Ryzyko nie jest złe. Nawet ucząc się latami gry na instrumencie muzycznym ryzykujemy, ponieważ w przyszłości może się wydarzyć nieszczęśliwy wypadek i możemy stracić zdolność sprawnego operowania owym instrumentem. Na całym świecie miliardy ludzi codziennie podejmują ryzyko. Zawsze znajdzie się ktoś komu się nie uda, kto zbankrutuje, albo wyrzuci w kierunku wroga zawleczkę i zatrzyma w ręku granat. Człowiek bez ryzyka nie może żyć, a jeśli ktoś twierdzi, że może, to przyjrzyjcie się co to za życie…

We wpisie „Kupiłeś mieszkanie? Mówili Ci, że to inwestycja?” z piątego stycznia 2008 pisałem o złocie w ten sposób: „Czy ktoś zauważył w 2001, czy 2002, że lewa translacja na wykresie złota przeszła w prawą translację, charakterystyczną dla hossy? Czy ktoś ze dwa lata później zauważył, że utworzyła się formacja spodka o bardzo istotnym znaczeniu, bo formowała się przez niemal 10 lat? Ależ skąd, przecież wzrosty stają się oczywiste dopiero jak się pobije szczyty sprzed kilkudziesięciu lat…
Ja nie twierdzę, że złoto już nie urośnie. Ja tylko podejrzewam korektę na złocie do okolic 700 dolarów za uncję, możliwe, że po uprzednim wspięciu się do ceny 900USD/uncję.”.

Wkleiłem też wtedy poniższy obrazek.

 

Oto jak obecnie przedstawia się ten sam wykres złota:

 

Najwyższa wartość ceny złota sięgnęła 1027 dolarów za uncję jubilerską. Owszem, pomyliłem się z wielkością wzrostów, ale nie pomyliłem się co do korekty, która ciągle trwa. Kolejna sprawa to artykuły w prasie i na portalach internetowych, w których po przekroczeniu $1000 za uncję rozpisywano się o tym, że złoto ma teraz otwartą drogę do $1500 za uncję. Nie przeczę, można było kupić uncję złota za 900 dolarów i zarobić około 10%. Zadajmy sobie tylko pytanie, czy poprawnie oceniając ryzyko było warto? Czy na pewno sprzedalibyśmy dokładnie w najwyższym punkcie? Czy raczej nadal byśmy tą uncję trzymali (cena z ostatniego zamknięcia sesji to 889,70 dolara za uncję).

Należy zawsze pamiętać o kilku złotych regułach na rynkach kapitałowych i terminowych. Między innymi o tym, że ryzyko rośnie wraz z ceną. Pomimo tego, że trend jest naszym przyjacielem, są pewne granice. Bo i owszem, na złocie można było grać z trendem kupując uncję za 350, 400, 450, 500 dolarów… Lecz kiedy wykres przypomina parabolę należy sobie powtarzać: nic nie może rosnąć pionowo w górę na dłuższą metę, oprócz drzew, a i one nie robią tego wiecznie. 

Teraz, kiedy podzieliłem się z Wami, drodzy Czytelnicy, moimi skromnymi rozważaniami, mogę zakończyć dwoma miłymi akcentami. Czy w związku z powyższym tekstem uważacie, że ropa będzie kosztowała $150/bbl?

Ja uważam, że jeszcze długo nie. Naprawdę mocne wsparcie dla nadchodzącej korekty to okolice $78/bbl. Wykres ropy to parabola… Ryzyko zajęcia długiej pozycji w kontraktach na ropę jest za duże. Ktoś powie, że ropa jest „wyczerpywalnym” surowcem i jej cena będzie rosnąć. Pozostaje mi na to odpowiedzieć tak samo, jak pisałem niedawno na forum money.pl: „Arabowie głupi nie są a w ropie siedzą od lat. Wiedzą, że była już po $10, potem po $40 (wzrost 400%) ale potem spadła do $20. Była po 25 dolców, jest po 130 dolców (wzrost 500%). Oni wiedzą, że jeszcze będzie po 60-70$”. Dodam teraz, że po 400% wzroście cena ropy spadła o 50%, teraz taki spadek oznacza osiągnięcie ceny właśnie między 60 a 70 dolarów za baryłkę. A przecież najpewniejsze poziomy zniesienia Fibonacciego to 38,2% (cena po korekcie to $80/bbl), 50% (cena po korekcie to $65/bbl) i 61,8% (cena po korekcie $49,6/bbl!). Wszystko jest możliwe, ale jedne rzeczy bardziej, drugie mniej. Dla mnie bardziej możliwy jest spadek ceny ropy do 49 dolarów za baryłkę niż jej wzrost do 150 dolarów za baryłkę.

Drugi miły akcent na zakończenie: jeśli ryzyko rośnie razem ze wzrostem ceny, to analogicznie spada z jej spadkiem. Tyczy się to na przykład rynku akcji. Jasne, że osiem miesięcy temu można było mówić o „łapaniu spadających noży”, jednak teraz kupowanie akcji na pewno wiąże się z dużo mniejszym ryzykiem niż w lipcu, sierpniu 2007. Nie mówię, że mamy dołek, bo dołek trudniej przewidzieć niż szczyt. Prawdziwy dołek mieliśmy w styczniu, ale czy nie uda się go jeszcze pogłębić? Kto wie… Z tym, że jeśli ceny akcji na GPW bardziej spadną, to spadnie i ryzyko. Skoro mądry człowiek kupuje w supermarkecie, kiedy są najniższe ceny, to dlaczego ten sam człowiek ma biec na giełdę, kiedy ceny rosną? Kupuj tanio, sprzedawaj drogo. Nie odwrotnie. Do następnego razu.