Gospodyni, meteorolog, inwestor i supermarket.

Stoisz w supermarkecie. Przyszedłeś tu, bo to miejsce, gdzie znajdziesz mnóstwo potrzebnych ci rzeczy. Czasy trudne – kupujących niewielu. Masz pieniądze, co nie znaczy, że nie cieszą cię różne ciekawe okazje. Problem w tym, jak sprawdzić, który towar przeceniono ze względu na jego lichą jakość, a który, aby skusić klientów, dosyć wybrednych ostatnio.

Zaczynasz chodzić między półkami, jak inni przyglądając się, uważnie analizując oferowane produkty. Czy nabyty towar będzie trwały, czy szybko się zepsuje? Czy ten jogurt ma odpowiednie właściwości odżywcze, czy jest tani, ponieważ ustępuje jakością droższym jogurtom? Te wszystkie parametry: data ważności, składniki, długość gwarancji, funkcjonalność, trwałość, wielkość zapotrzebowania, wpływ na zdrowie, zużycie energii, kraj pochodzenia, miejsce produkcji, wcześniejsze doświadczenia z rzeczami od danego producenta…. I oczywiście cena. Oto, rzec można, codzienne dylematy gospodyni domowej, bądź ogólnie – człowieka zajmującego się gospodarstwem domowym.

Wytrawny, doświadczony inwestor przeczyta powyższy akapit i nie uniknie skojarzeń ze swoim zajęciem, ponieważ dylematy przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych są w gruncie rzeczy podobne. Na giełdzie przyrównuje się cenę do zysku, do wartości księgowej; ocenia się ryzyko, bada raporty okresowe niczym ulotki środków farmaceutycznych, by uniknąć efektów ubocznych. Inwestor analizuje wykresy na wszelkie możliwe sposoby, żeby przewidzieć ruchy cen. Jak gospodyni, która na podstawie uwag domowników z poprzedniego tygodnia, usiłuje ułożyć jadłospis na tydzień następny; jak meteorolog, prorokujący pogodę według przeszłych danych – tak inwestor rysuje linie trendu, wyznacza poziomy oporów i wsparć.

Złej gospodyni, kupującej bez zastanowienia, część zakupów się przeterminuje, części nikt nie zje, część okaże się zepsuta, a inna część zbędna… Zła gospodyni straci pieniądze. Dobra gospodyni zaś kupi sobie za zaoszczędzone pieniądze „sukienunię w Cottonfieldzie”, nie mówiąc o zaoszczędzonym czasie, satysfakcji i uznaniu domowników. Nie ma co się łudzić – zły inwestor również straci pieniądze.

Dobra gospodyni podejmuje decyzje „kiedy” i „co” kupić, WIEDZĄC „kiedy”, „czego” i „w jaki sposób” użyje. Podobnie inwestor, chcący być dobrym w swym zajęciu, oprócz wybrania i nabycia akcji, powinien wiedzieć kiedy je sprzeda i powinien to wiedzieć już w momencie zakupu. Dotyczy to zarówno scenariusza „pyszny obiad”, jak i scenariusza „biegunka”. Każdy sam musi ocenić, czy jest dobrą gospodynią… tfu, inwestorem.

Pamiętajmy, kto kupuje na przecenach, ten dobrze na tym wychodzi, ale tylko wtedy, gdy uważnie wybiera produkty.