„Zjawa”, czyli dlaczego Leo nie powinien dostać Oskara.

Filmy Książki Recenzje

Zjawa to film oparty częściowo na autentycznych wydarzeniach opisanych w książce  The Revenant. Opowiada historię Hugh Glassa, pozostawionego przez towarzyszy na śmierć trapera, który przedarł się przez dzikie tereny pełne zagrożeń ze strony natury i Indian, by dokonać zemsty.

Film zgarnął wiele nagród, w tym 5 BAFTA, 3 Złote Globy i 3 Oscary: za reżyserię (Iñárritu), najlepszego aktora pierwszoplanowego (DiCaprio), oraz za zdjęcia (Lubezki). Moim zdaniem, Zjawa to film słaby z kilkoma lepszymi elementami, do których gra Leonardo DiCaprio nie należy.

Leonardo zbłąkany
Leonardo zbłąkany

Motyw zemsty jest niezwykle często poruszany we wszelkich opowieściach i mocno nasuwały mi się skojarzenia z Gladiatorem. Tam też bohater mścił bliskich, zemstę musiał wywalczyć, w międzyczasie co chwilę wspominając żonę i dziecko, a pomiędzy to wszystko twórcy wpletli ładne zdjęcia. W Zjawie oprócz tego mamy totalną walkę: białych z Indianami, człowieka z przyrodą, walkę Glassa o przetrwanie. Co ciekawe film przemyca tezę, że jedyną słuszną i zgodną z naturą walką jest walka o potomstwo. Niedźwiedzica broni młodych, wódz Arikarów szuka porwanej córki, Glass mści syna. I tylko inni biali ludzie, których modelowym przedstawicielem jest John Fitzgerald (Tom Hardy) zabijają z innych pobudek, jak chciwość, nienawiść, tchórzostwo, okrucieństwo. Można też spojrzeć na to wszystko w dwóch wymiarach: walki z naturą, czyli przyrodą, oraz walki z naturą ludzką.

To, co napisałem powyżej, brzmi jakby Zjawa była pełna akcji, ale poza bitwą z Indianami na początku i akcją z niedźwiedzicą, film jest raczej statyczny. Do tego stopnia, że zdarzają się dziesięciosekundowe ujęcia na kapiącą wodę. Albo na góry. Albo na las. Zdarzały się też fragmenty złożone z kilku takich ujęć pod rząd, trwające łącznie ponad pół minuty, w trakcie których myślałem, że jakbym chciał obejrzeć pokaz slajdów, to… No wiecie, obejrzałbym pokaz slajdów. Nie zrozumcie mnie źle, te zdjęcia to prawdziwy majstersztyk! Tyle, że w epoce Instagrama i wielu innych źródeł wizualnych wrażeń ładne obrazki to nie jest jakaś rzadkość. No i powinny mieć jakiś cel w filmie, nie sądzicie?

Musięli się tam jednak wspiąć, prawda?
Musięli się tam jednak wspiąć, nieprawdaż?

Twórcy stanęli przed kilkoma problemami. Pierwszy to sam fakt, że historia jest w zasadzie krótka i na dodatek zaczyna się z wykopem, by potem ciągnąć niemiłosiernie do finału. Drugi problem dzielili z każdym filmem opartym na książce – gdy historia nie jest niespodzianką, trzeba czymś innym zabłysnąć: efektami specjalnymi, grą aktorską, zdjęciami, montażem, muzyką… Trzeci problem, to fakt, że Glass długo wędrował samotnie i trzeba było tę rolę zagrać dodając jej ekspresji bez słów. Wymieniam trudności, które mi przyszły do głowy, a na których nie skupiano się mówiąc o Zjawie, gdyż kładziono bardziej nacisk na problemy z budżetem, brakiem śniegu, czy anegdoty o jedzeniu przez DiCaprio prawdziwej wątroby bizona.

Czy da się zagrać lepiej niż Leo? Da się.
Czy da się zagrać lepiej niż Leo? Da się.

Tu wracamy do gry aktorskiej Leonardo DiCaprio. Są aktorzy, którzy mimo jednej twarzy potrafią zagrać tak, że w każdym filmie są całkowicie inną osobą. Dla mnie Leonardo nigdy takim aktorem nie był, za to grał obok wielu z nich. W Wilku z Wall Street obok Matthew McConaughey’a, w Zjawie obok Toma Hardy’ego. Leo mimo całej charakteryzacji to po prostu Leo, grający bardzo dobrze, ale nie zachwycająco. Kreacja, jaką stworzył Tom Hardy, zrobiła na mnie dużo większe wrażenie. Muszę przyznać, że nigdy nie pałałem szczególną sympatią do DiCaprio, więc mogę mieć skrzywione subiektywnie zdanie. Cóż, moim zdaniem są lepsi aktorzy z jego pokolenia. Być może powinien w końcu dostać Oskara, jednak zdecydowanie nie za rolę w Zjawie.

Gdybym miał jakoś The Revenant podsumować… Zdjęcia zachwycające, choć wyciąłbym z filmu sporo przydługawych slajdów. Reżyseria Iñárritu to kunszt bardzo wysokiej próby – wyciągnął z tej krótkiej opowieści ile się dało, a do tego zdołał przedstawić konflikt Indian z białymi w trochę nietypowy dla Hollywood sposób. Ogólne wrażenia jednak wpisują ten film w kategorię nudnych. Może wystarczy obejrzeć trailer? A Oskar dla Leo? Cóż, gra aktorska to udawanie tak przekonujące, by nie trzeba było jeść prawdziwej surowej wątroby. Strach pomyśleć, co by zrobił by wczuć się w rolę, gdyby miał grać mordercę.

Mogę polecić Zjawę z trzech powodów: piękne zdjęcia Lubezkiego, świetna rola Toma Hardy’ego i reżyseria Iñárritu. Fani DiCaprio i tak obejrzą.

Jeśli jednak nudzą Was przydługie pokazy slajdów i pseudofilozoficzne retrospekcje, to może lepiej sięgnąć po książkę, na której The Revenant był wzorowany i tam odnaleźć jakiś sposób utożsamienia się z bohaterem?