„Opowieści o pilocie Pirxie” – recenzja audiobooka

Audiobooki Książki Recenzje

Stanisław Lem wielkim pisarzem SF był. Prawda? Nieprawda? Mam problem z tego typu twierdzeniami, narzucającymi jedyną słuszną wizję rzeczywistości. Korzenie tego dystansu sięgają w moim przypadku liceum. Nie lubię ich również dlatego, bo wielu ludzi powtarza takie zdania jak papugi, nieraz nie wiedząc dlaczego właściwie ten Słowacki czy inny Mickiewicz wielkimi są. I czy na pewno są. Lub byli.

W gruncie rzeczy jestem zwolennikiem sprawdzania podobnych tez. I nie mam na myśli wnikliwej analizy absolutnie wszystkich dzieł Słowackiego, o nie. Wypada przynajmniej zgłębić co nie co, przemyśleć, znaleźć coś wartościowego dla siebie, docenić może kunszt. By nie być jak papuga, zwierzę w rzeczywistości wspaniałe, lecz przysłowiowo będące zaledwie pustym echem.

Tak też podchodziłem do Lema. Dawno temu przeczytałem z zapartym tchem Solaris. Kilka lat później bawiłem umysł Okamgnieniem. I tyle. Gdzie „Bajki robotów”? Gdzie „Cyberiada”? Gdzie „Dzienniki gwiazdowe”? No właśnie nigdzie, wstyd przyznać. Nie czytałem.

Okazja, by ponownie mistrza Stanisława docenić, pojawiła się, kiedy zacząłem słuchać audiobooków. „Opowieści o pilocie Pirxie” były jedną z książek na mojej półce w Audiotece. Kiedyś zacząłem ich słuchać, lecz nie mogłem przebrnąć przez pierwsze opowiadanie. Teraz wiem, że warto młodego Pirxa przeboleć, by wdrożyć się w język Lema. Lepiej jest już odkąd Pirx siada za sterami rakiety, więc dajcie mu szansę.

Lem, jak zwykle wykorzystując wciągającą fabułę, każe nam się zastanowić nad przyszłością ludzkości, a zwłaszcza jej stosunkiem do robotów, w miarę jak będą one zdobywać coraz większą inteligencję. Prawie płakałem przy opowiadaniu „Terminus”, mocno przeżywałem też „Wypadek” i „Polowanie”. Co ciekawe, bardziej mnie poruszały opowiadania z robotami, niż te z ludźmi, jak „Albatros”. Przy „Opowiadaniu Pirxa” znów wstrzymywałem oddech.

Podobało mi się to, w jaki sposób audiobook został zrealizowany. Ścieżka dźwiękowa w tym przypadku nie była jedynie głosem lektora, a zadbano o odgłosy tła. Kiedy mowa o radiu w pomieszczeniu, w tle słychać gaworzenie radiostacji, zaś nieogarniętą przestrzeń kosmosu wzbogaca oprawa muzyczna. Dodaje to niesamowitego uroku i czyni z „Opowieści…” naprawdę przyjemne przeżycie.

Sam lektor, Maciej Kowalik, czyta świetnym głosem, robiąc przy tym niestety tak długie pauzy, że zmuszony byłem do słuchania na półtorakrotnym przyspieszeniu. Nie dało się inaczej. Nie było to bynajmniej czytanie monotonne. Słowa uznania należą się lektorowi za dostosowywanie tempa czytania do tempa akcji. Kiedy napięcie wzrastało, nie kazał mi czekać, co się dalej wydarzy.

Najstarsze z opowiadań powstały w 1959 roku i nadal czyta się je doskonale jako science fiction. Dzięki Lema dbałości o szczegóły związane z nauką, dzięki jego przenikliwej analizie ludzkich zachowań i postaw wobec zagrożenia lub obcej inteligencji, „Opowieści o pilocie Pirxie” są nadal aktualne. Może nawet bardziej aktualne dziś niż były ponad pół wieku temu.

Spójrzcie na to tak, facet całkiem sensownie pisał o stosunkach między ludźmi a wysoce zaawansowanymi, inteligentnymi robotami, na długo przed produkcjami takimi jak „Terminator”, „Battlestar Galactica”, „Blade Runner”, „Star Wars” czy „Hardware”.