„Steve Jobs” w dźwięku

Dziś o pierwszym audiobooku, którego przeczy… hm… odsłuchałem od deski… no, od początku do końca. W ogóle język związany z czytelnictwem jakoś niełatwo przyłożyć do audiobooków. Książki dźwiękowe to raczej słuchowiska, czy audycje, więc trudno mówić o czytaniu,tym bardziej od deski do deski. Są jednak książkami, więc, nomen omen, wdrukowane w nasze umysły zestawienia słów same się nasuwają. Nic odkrywczego, co?

„Steve Jobs”. Miałem na półce w Audiotece kilka pozycji, lecz jakoś nigdy nie znalazłem czasu, by je odsłuchać. Jeśli mam siedzieć wygodnie, to wolę jednak czytać. Biografia założyciela Apple wpadła mi w ręce przypadkowo w idealnym momencie. Przede wszystkim zacząłem dużo chodzić – od trzech do siedmiu kilometrów dziennie. Mimo to nie przeszło mi przez myśl, by podczas tych spacerów zastąpić książką muzykę ze Spotify. Impulsem okazał się być prezent od PayPal. Znalazłem w skrzynce mailowej wiadomość, którą normalnie bym wyrzucił do kosza, ale jakimś cudem ją otworzyłem. W środku był link do biografii Jobsa, w formie audiobooka właśnie, tudzież kod obniżający jej cenę do zera.

Pobrałem i skończyłem książkę Waltera Isaacsona w kilka dni (czytaj: kilkanaście spacerów). Jak mam ją zrecenzować? Jako książkę, w sensie kompozycji, języka, obiektywizmu? Czy jako audioksiążkę, w sensie reżyserii, tempa, interpretacji Jarosława Łukomskiego, który ją czytał? Gdybym był wcześniej tę autobiografię czytał w formie papierowej i napisał jej recenzję, to audiobook mógłbym potraktować wyłącznie jako interpretację. Ponieważ jednak nic o tej książce nie pisałem, wypada mi podejść do niej z obu stron.

Isaacson, znany wcześniej z biografii Franklina, Kissingera, i Einsteina; podjął się niezwykle trudnego zadania – sportretowania wielkiego, niejednolitego i umierającego człowieka. Człowieka o reputacji genialnego buca. Na dodatek autor postanowił stworzyć obraz obiektywny, a nie pełną peanów gloryfikację. A Steve Jobs dał mu wolną rękę.

Pod względem kompozycji „Steve Jobs” przypomina wiele innych biografii. Historia płynie chronologicznie od źródła, czyli korzeni i młodości; tocząc się przez meandry życia uczuciowego, relacji z innymi ludźmi lecz przede wszystkim ze światem technologii; i kończąc swój bieg wraz ze śmiercią bohatera. Opowieść jest dobrze zbalansowana. Zawiera anegdoty, opinie przyjaciół i wrogów, twarde dane, ale również komentarze samego Jobsa, który żył jeszcze, kiedy powstawała większa część dzieła. Można odnieść wrażenie, że autor wykonał tytaniczny research. Łatwość, z jaką porusza się między datami, relacjami znajomych, kolejnością zdarzeń i ich konsekwencjami, pokazuje jasno, iż Isaacson należy do ludzi, którym niepotrzebne są slajdy*.

Muszę przyznać, że dowiedziałem się wielu rzeczy dotyczących historii Apple i świata komputerów, których nie byłem wcześniej świadom. Już choćby dla tej wiedzy warto przeczytać „Steve’a Jobsa”. Jako człowiek, który wyrósł w polskim świecie składanych pecetów i Windows, jakoś nigdy nie zainteresowałem się Apple. Odkrycie, jak wiele elementów znanego mi systemu operacyjnego została zwyczajnie zerżnięta z rozwiązań Jobsa, dość konkretnie zmieniła mój sposób widzenia świata. To jednak nie wszystko.

Biografie czyta się również po to, by czerpać z doświadczeń ludzi większych od nas. Dowódców wojskowych, polityków, naukowców, czy wreszcie ludzi biznesu. Ludzi, którzy mieli na tyle siły, by zmienić w jakiś sposób świat. Takie życiorysy niesamowicie poszerzają horyzonty myślowe. Wśród nich „Steve Jobs” zajmuje zasłużone miejsce. Gorąco polecam lekturę tej książki. Pozwoli Wam ona zbliżyć się do człowieka, który godził w sobie rzeczy skrajne: geniusz, chamstwo, dziwne diety, bogactwo, filozofię zen, wielkie marzenia, gwałtowną pasję i wizjonerstwo. Pomoże zrozumieć, jak wiele zawdzięczamy temu dziwakowi.

A co z wersją audio, pytacie. Jak napisałem wcześniej, wersja audio była moim pierwszym kontaktem z biografią Jobsa. W związku z tym czerpałem dziewiczą przyjemność z odkrywania całej historii. Jarosław Łukomski czyta swoim miękkim głosem tak, że opowieść wpływa sama do głowy. Audiobook ów pozbawiony jest dodatkowych efektów dźwiękowych czy innych aktorów, więc trudno mówić o reżyserii. Muszę mimo wszystko pochwalić jakość realizacji dźwięku, gdyż zarówno głośność, czystość jak i tempo były doskonale równe, bez dziwnych skoków. Jakość tego audiobooka przekonała mnie do odsłuchania kolejnych, które już w porównaniu tak dobrze zrealizowane nie były (o nich jednak kiedy indziej).

Jeśli jesteście w jakiś sposób związani z Apple, jako fani ich produktów lub inaczej, to „Steve Jobs” jest dla was pozycją obowiązkową. Jeśli, jak ja, raczej z nadgryzionym jabłkiem niewiele macie wspólnego, to i tak gorąco polecam zarówno wersję audio jak i papierową tej książki. Bez popadania w przesadę, Jobs był człowiekiem, który odcisnął swoje piętno na świecie, możecie być zaskoczeni jak wiele branż wywrócił do góry nogami. Nawet jeśli odsłuchacie wersję dźwiękową z Audioteki, być może warto i tak dodać Jobsa do domowej biblioteczki?

* Kto przeczyta biografię Jobsa, ten będzie wiedział, o co chodzi ze slajdami…