„Elon Musk” – recenzja

Audiobooki Książki Recenzje

Uważam, że biografie są pełniejsze, kiedy opisują życie ludzi zmarłych. Mogą one zawierać pewne całkowite podsumowania, których biografie osób żyjących z oczywistych powodów mieć nie mogą. To powiedziawszy muszę przyznać, że z wielką ciekawością sięgnąłem po lekturę książki „Elon Musk”. Trudno czekać na śmierć tak interesującej osoby, by się o niej czegoś dowiedzieć.

Prawdopodobnie słyszeliście o kolesiu o nazwisku Elon Musk, a już na pewno, jeśli znacie samochody Tesli, historię PayPala, czy widzieliście start (lub lądowanie) którejś z rakiet SpaceX. Z biografii pióra Ashlee Vance’a dowiedzieć możecie się skąd ten cały Musk się wziął.

Vance nie tylko poświęca czas dzieciństwu Elona w RPA, ale wspomina też historię jego przodków. Próbuje przy tym określić, co Muska napędza do działania, oraz jak dzieciństwo i wczesna młodość wpłynęły na jego motywacje. Młodość Muska nie zajmuje dużej części biografii i Vance skupia się jednak głównie na Tesli i SpaceX.

Fascynującą dla mnie okazała się historia firm Elona, głównie w momentach kryzysowych, kiedy twórca Tesli siłą woli właściwie ratował swoje projekty. Nabrałem do człowieka szacunku. Ile trzeba mieć siły, by walczyć o swoje, kiedy wszystko wali się na głowę?

Sami przyznacie, że stworzenie od zera osiągającej sukcesy firmy motoryzacyjnej w czasach przesyconych mnogością marek samochodów to niezwykle interesująca historia. Albo rzucenie wyzwania kontrolowanym przez państwa agencjom kosmicznym i koncernom budującym rakiety. Przecież konkurowanie z rosyjskim przemysłem kosmicznym to igranie z FSB i potencjalne zagrożenie życia.

Książkę na zmianę słuchałem i czytałem (miałem do niej dostęp w akcji CzytajPL tak jak do „Innych pieśni”). Jest w niej odrobinę za dużo amerykańskiego hurraoptymizmu spod znaku „you can do it”. Tłumaczenie pozostawia też wiele do życzenia, gdyż z „social life” zrobiło się „życie socjalne” zamiast towarzyskiego, zaś z „reception” powstała „recepcja”, kiedy znaczeniowo chodziło o powitanie gości. A takich kwiatków jest więcej.

Autor nie unika nazywania niektórych wyskoków Muska po imieniu, choć można wyczuć jego sympatię do opisywanej osoby. Sama historia jest pasjonująca, choć odnoszę wrażenie, że czegoś tam brakuje. Głównie dlatego, że nie wierzę w mit „self made man” i jestem przekonany, że na kilku etapach nie tylko sama osobowość i ciężka praca Elona pomogła mu osiągnąć sukces, ale również dużo szczęścia, właściwych okoliczności i kto wie co jeszcze.

Ogólnie jednak zdecydowanie polecam biografię Muska, bo pochłania się ją błyskawicznie i z wypiekami na twarzy. Można dzięki niej poznać styl zarządzania Muska, historię wspaniałych przedsięwzięć i walki z przeciwnościami. Można też zarazić się marzeniem o uczynieniu z ludzkości gatunku międzyplanetarnego. Na pewno warto także zestawić tę biografię z książką Isaacsona o Jobsie.

A Musk? Żyje, ma się świetnie i ciągle działa. Kiedyś zapewne przeczytamy kolejne jego biografie.

image credit: By Tesla_Model_S_Indoors.jpg: jurvetson (Steve Jurvetson) derivative work: Mariordo (Mario R. Duran Ortiz) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons