„Zdaje mi się, że widzę… gdzie? Przed oczyma duszy mojej.” Zjawy, duchy, sny, wizje… – jaką funkcję pełnią one w utworach literackich?

Określenie roli snów, zjaw i wizji w literaturze wymaga dokładnego opracowania tematu, gdyż są to pojęcia nie tyleż abstrakcyjne, co złożone i nie do końca wyjaśnione przez naukę. Z racji posiadania przez ludzi zdolności abstrakcyjnego myślenia, naturalną była i jest potrzeba zrozumienia zjawisk zachodzących w naszych umysłach, a więc przede wszystkim zrozumienia istoty snu. Starożytni Grecy postrzegali sen jako stan podobny do śmierci. Człowiek zasypiając traci poczucie czasu i rzeczywistości, a wygląda jak umarły – taki spokojny z zamkniętymi oczami. Stąd w mitologii greckiej bracia Hypnos i Tanatos byli odpowiednio bogami snu i śmierci. Porównywalnie rozumował polski poeta doctus we fraszce „Do snu”, gdzie posłużył się apostrofą: „Śnie, który uczysz umierać człowieka”. Jan Kochanowski, jako poeta uczony właśnie, obcował z kulturą starogrecką, jednak wywodził się już z chrześcijańskiego kręgu kulturowego, zatem według niego dusza śpiącego miała opuszczać ciało i wędrować po świecie, a to, co widziała, miało być senną marą.

Powyższe rozważania dotyczyły stanu określanego czasownikiem „spać”, lecz ze stanem tym wiąże się również śnienie. Dziś wiemy, że mary senne są wynikiem pracy mózgu, który odpoczywając rozwiązuje nasze problemy, planuje i utrwala doświadczenia. Nie znamy mimo wszystko całej istoty tego zagadnienia. Psychologowie tudzież artyści nie zajmowali się wcale jego biologicznymi mechanizmami, ale zwrócili uwagę na to, co się nam śni, kiedy, dlaczego, a czasami nawet po co.

Zjawy zaś, duchy, upiory i inne tego pokroju kreatury już w zamierzchłych czasach człowieka neandertalskiego wyewoluowały z różnorodnych snów ludzkich, jak sądzę, wypełniając lukę w rozumieniu świata. Podówczas wszelkie nie dające się prostym umysłem wytłumaczyć zjawiska przypisywane były siłom nadnaturalnym. Tak powstała w świadomości ludzkiej sfera metafizyczna istniejąca do dziś, choć w bardziej wyrafinowanym kształcie. Najpierw trzeba sobie uzmysłowić, iż sny, które miewamy, ulegają pewnemu podziałowi. Koszmary, sny erotyczne, sny ukazujące skrawki domniemanej przyszłości, sny – wspomnienia. Rozumując dalej, docieramy do samego źródła trzech powyższych zjawisk, otóż duchy i zjawy to niemal nieodłączni towarzysze naszych koszmarów; w niektórych snach będących wspomnieniami z przeszłości, udzielają nam rad przodkowie, czy raczej ich duchy; ze snów erotycznych wywodzą się inkuby i sukkuby, duchy mające wykorzystywać seksualnie swoje ofiary. Samo nasuwa się spostrzeżenie, że wizje przyszłości najczęściej spotyka się w snach.

Ponadto pojęcia duchów i wizji egzystują poza sferą sennych marzeń, z której się wywodzą. Stąd znane nam przecież seanse spirytystyczne mające na celu wywołanie określonego ducha, aby go o coś zapytać. Duch to z definicji istota niematerialna, zatem anioły i demony są także duchami, gdyż nie posiadają materialnego ciała, a w wielu religiach człowiek obdarzony jest duszą, niewidzialnym pierwiastkiem wędrującym jakoby po śmierci do nieba, piekła bądź przechodzącym na inną istotę. Natomiast, co się tyczy drugiego terminu, współcześnie dosyć często spotykamy się z określeniem wizji literackiej, artystycznej, politycznej tudzież ekonomicznej. Słowo wizja stało się synonimem pewnego wyobrażenia o kształcie przyszłej działalności, względnie o wyglądzie przyszłego świata, zaś człowiek posiadający takie wyobrażenie to wizjoner.

Nakreśliwszy wyżej wzmiankowane pojęcia, zastanówmy się, jak są one eksploatowane w literaturze, w całym swym szerokim wachlarzu znaczeń. Będą to zatem: rzeczywistość snu, wizje senne oraz duchy występujące w snach, następnie wizje na jawie tudzież wizje literackie, zaś na końcu duchy i zjawy występujące poza rzeczywistością senną.

Zacznijmy od Zygmunta Freuda, prekursora psychologii i wielkiego jej teoretyka, do którego badań odwołują się dziś psychologowie na całym świecie. Całość jego teorii opierała się na założeniu, że psychika ludzka składa się z podświadomości, świadomości i nadświadomości, nas interesuje zwłaszcza jej część mówiąca, iż podświadomość informuje poprzez marzenia senne o ukrytych pragnieniach, tajonych dążeniach i że istnieją stany świadomości przypominające marzenie, które można odtworzyć poprzez sztukę. W okresie międzywojnia sztuka zainteresowała się tym ustępem teorii Freuda. Mam na myśli surrealistów z ich wielkim przedstawicielem, Hiszpanem, Salvadorem Dali na czele. W 1931 roku namalował on znany obraz przedstawiający, ogólnie mówiąc, zegary zrobione jakby z płynnej masy, z których jeden na przykład ściekał ze stołu; obraz zatytułowany „Uporczywość pamięci”. Płótno Dalego najwdzięczniej odzwierciedla dążność surrealistów do przedstawienia rzeczywistości snu. Składali oni swe dzieła z elementów nie mogących wystąpić wspólnie w realnym świecie, jednak w stylistyce snu były możliwe takie kombinacje. Tutaj rzeczywistość snu jest materiałem artystycznym.

„W stanach chorobliwych sny częstokroć odznaczają się niezwykłą plastyką, wyrazistością i nadzwyczajnym podobieństwem do rzeczywistości”. Jest to cytat z dzieła dziewiętnastowiecznego rosyjskiego powieściopisarza, Fiodora Dostojewskiego. Poprzedza on sen głównego bohatera, żyjącego niejako w ciągłym napięciu psychicznym, Rodiona Raskolnikowa. Rodion walczył z samym sobą i ze swym zamiarem zamordowania starej lichwiarki Alony Iwanowny, z zamiarem powziętym w imię idei uprzątnięcia jednostek pasożytujących na zdrowym ciele społeczeństwa. W jego umyśle powstał iście tragiczny konflikt  dwóch równorzędnych wartości: powyższej idei i instynktownego poczucia niemoralności planowanego czynu. Szamocząc się w trakcie bezwiednej wędrówki po ulicach Petersburga, pod wpływem niewielkiej ilości alkoholu wypitej „na pusty żołądek”, Rodion usnął pod drzewem w parku. W tym miejscu zaczyna się jeden z najbardziej przejmujących opisów w całej „Zbrodni i karze”; widzimy „niezwykle plastycznie i wyraziście” scenę zamęczania starej kobyły na oczach młodego Raskolnikowa i jego ojca. Rzeczywistość snu nie jest już w tym utworze materiałem, z którego artysta kreuje nowe światy, sen jest w „Zbrodni i karze” narzędziem popychającym bohatera do, chwilowej co prawda, zmiany decyzji, do rezygnacji ze swego okrutnego zamierzenia. Dostojewski posługuje się nim również w celu głębszej penetracji mrocznych zakątków duszy ludzkiej.

Sięgnijmy teraz do inspiracji kultury europejskiej, do ksiąg świętych judaizmu, chrześcijaństwa, a szanowanych przez Muzułmanów – do Biblii. Abraham miał syna Izaaka, a ten miał syna Jakuba. Jakub wędrując z Charanu, aby pojąć za żonę jedną ze swych kuzynek, zatrzymał się na nocleg w miejscu zwanym Luz. W nocy przyśniła mu się drabina do nieba z aniołami wchodzącymi w górę i schodzącymi w dół. Na jej szczycie stał Bóg i przemawiał do Jakuba. Mówił, że darowuje mu ziemię, na której leży. „A potomstwo twe będzie liczne, jak proch na ziemi”. Następnie Bóg obiecał strzec Jakuba i jego potomków, bo dzięki nim „wszystkie plemiona ziemi otrzymają błogosławieństwo”. Sen ów ma charakter profetyczny, jest przepowiednią zesłaną w wizji przez Boga, a nawet obietnicą na przyszłość. Biblia oferuje nam bogactwo snów profetycznych, zesłanych na bohaterów przez Boga, w postaci trudniej bądź łatwiej zrozumiałych wizji. Sny owe są jednym ze środków boskiej ingerencji w sprawy ziemskie.

Myślę, że warto wtrącić tutaj moje własne spostrzeżenie dotyczące różnicy między snami startestamentowymi, a tymi w Nowym Przymierzu. Wytłumaczę to na przykładzie dwóch Józefów. Jeden z nich, syn Jakuba, tłumaczył sen faraona. Władca Egiptu zobaczył w nim siedem tłustych, pięknych krów wychodzących z Nilu, a następnie siedem chudych, wstrętnych, po czym te ostatnie zaczęły zjadać te pierwsze. W drugiej części snu z jednego źdźbła wyrosło siedem grubych kłosów, a po nich tyleż samo chudych, aby pochłonąć kłosy dorodne. Bóg przekazywał w ten enigmatyczny sposób ostrzeżenie o nadchodzących latach dostatku w liczbie odpowiadającej ilości krów dobrze odżywionych, oraz kolejno latach głodu w liczbie, a jakże, adekwatnej. Dlaczego w Nowym Testamencie Stwórca ogranicza się do pozbawionych alegorii (a wręcz lakonicznych), jasnych rozkazów? Tak święty Józef otrzymał nakaz ucieczki do Egiptu przed gniewem króla Heroda („Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu.”). Szukałem w Biblii i, nie bez trudu, odnalazłem pewne wzmianki mogące wytłumaczyć zmianę „taktyki sennej” Boga. Otóż „Mądrość Syracha mówi, że „marzenia senne uskrzydlają bezrozumnych”, a „Księga Powtórzonego Prawa” ostrzega przed fałszywymi prorokami opowiadającymi swoje sny. Wydaje mi się, iż Nowy Testament, traktowany jako dzieło literackie, pozbawiony jest snów alegorycznych w celu uniknięcia błędnej interpretacji. To tylko moje skromne przypuszczenie i, oczywiście, mogę się mylić.

Jak już stwierdziłem we wstępie, czasami ludzi odwiedzają we śnie duchy zmarłych. Dzieje się tak w „Zdążyć przed Panem Bogiem” Hanny Krall. Po II Wojnie Światowej do kobiety żyjącej w mieszkaniu należącym niegdyś do rodziny żydowskiej, co noc przychodzi duch młodej Żydówki. Trwa to całymi latami, aż pewnego wieczoru dochodzi między śniącą a zjawą do rozmowy. Okazuje się, że zmarła chciała jedynie zobaczyć, któż to teraz zajmuje jej byłe mieszkanie. Po krótkiej wymianie zdań Żydówka wyskakuje przez okno, by już więcej się nie pojawić. „Zdążyć przed Panem Bogiem” jest reportażem, na który składają się: wywiad z Markiem Edelmanem, bojownikiem powstania w getcie żydowskim oraz powstania warszawskiego; oraz faktografia w postaci opisu choroby głodowej, wspomnień ofiar wojny i Całopalenia – Holocaustu, czy fragmentów obecnego życia doktora Edelmana, lekarza. Ogólna tendencja sugeruje cel umieszczenia w utworze historii o duchu Żydówki. Myślę, że chodzi tu o pamięć i zbiorową odpowiedzialność. Duch ma pełnić rolę wyrzutu sumienia. Autorka próbuje uzmysłowić czytelnikom pewne wartości, ale także mówi im, jak istotna jest pamięć o pomordowanych, stąd ten zabieg literacki. Podobnie zadziałał George Orwell, jednak w zupełnie innym kierunku, na bohatera.

Winston Smith, pracownik Departamentu Archiwów w Ministerstwie Prawdy Oceanii, główny bohater „Roku 1984”, po ukończeniu wpisu do pamiętnika i wieczornej toalecie, położył się spać. O świecie stworzonym przez Orwella napiszę później. Teraz interesują nas matka i siostra Winstona, patrzące na niego z głębi zielonej toni. Umarły w dzieciństwie bohatera, aby ten mógł żyć. Oddały życie w imię wartości zabitej przez partię. We śnie nawiedziły go ich duchy: matka z siostrą umierały ponownie, tonąc. Lecz uwagę Smitha przykuwały ich oczy, w których nie było ani cienia wyrzutu, tylko czyta miłość. „Dziś istnieją strach, nienawiść i ból, nie ma zaś godności uczuć, ani żadnych głębokich, skomplikowanych tragedii”, taki wniosek wysnuł Winston pod wrażeniem snu. Później wrażenie to skierowało go do dzielnicy proli (czyli ludzi nie należących do partii) w poszukiwaniu szczątków prostych, ludzkich emocji, oraz obrazu świata sprzed wojny. Teraz widzimy, że Hanna Krall i George Orwell zastosowali podobny zabieg literacki, w podobnym celu, ale działali na innych odbiorców (owszem, Orwell pośrednio również wpływał na czytelnika, lecz głównym jego zamierzeniem wydaje się być uświadomienie i pchnięcie do działania bohatera).

Za nami duchy pouczające w snach. Zostawmy na chwilę wszelkie zjawy, bo tymczasem ksiądz Piotr zamknięty w swej celi doznaje widzenia. Przed momentem leżał krzyżem i się modlił. Wiara i poniekąd pokora sprawiły, że Bóg właśnie jemu zsyła na jawie wizję, której poskąpił porywczemu Konradowi. Wizję będącą wyjaśnieniem męki narodu polskiego, zdążającego drogami krzyżowymi na syberyjską katorgę, oraz dającą nadzieję na zmartwychwstanie Polski, ukrzyżowanej przez trzech zaborców. Widzenie księdza Piotra odzwierciedlało ideę mesjanizmu pomysłu samego autora, bo właśnie Adam Mickiewicz wierzył w przyszłe odrodzenie Ojczyzny na podobieństwo Chrystusa. W „Dziadów” części III przedstawił swą tezę genialnie wykorzystując romantyczny mistycyzm, zakładający możliwość kontaktu z Absolutem. Można by rzec, że Mickiewicz podszywając się pod Boga pociesza rodaków przez sączenie nadziei w oczy księdza Piotra! Czyż to nie przejaw poczucia własnej wielkości? Posłużyć się wizją, aby przedstawić wizję… Jakże proste, a jakże zachwycające.

Skoro jesteśmy przy wizjach, wróćmy do Orwella. Miałem opowiedzieć o świecie przez niego stworzonym w „Roku 1984”, o świecie podzielonym na trzy bezustannie ze sobą walczące państwa. Eric Blair (G. Orwell to pseudonim literacki) kreśli w naszej wyobraźni obraz w stalowoszarych, gorzkich barwach. Widzimy zniszczony nalotami Londyn, brzydkich jego mieszkańców, cierpiących od żylaków, bólów kręgosłupa, głodu i chłodu. Oceanią rządzą potomkowie komunistów, członkowie partii. Narzędziami ich władzy są: ciągłe zacieranie, zmienianie przeszłości, oraz inwigilacja obywateli. Możliwości partii obejmują nawet kontrolę myśli, a za myślozbrodnię, czyli fizyczny przejaw wewnętrznego buntu przeciwko nienaturalnej rzeczywistości, grozi ewaporacja jednoznaczna ze śmiercią. Obywatele nie mogąc myśleć, nie mogą się szczerze, otwarcie porozumiewać; utrudnia im to dodatkowo ograniczony język, tak zwana nowomowa. Efektem jest niewyobrażalna samotność jednostki, zagubionej, stłamszonej przez system, który miał uczynić wszystkich ludzi równymi. Utwór Orwella jest więc antyutopią. Co to znaczy? W 1516 roku angielski humanista Thomas More (vel. Thomas Morus) napisał dialog zatytułowany „Utopia”. Zawarł w nim opowieść o żeglarzu, który rozbił się na wyspie o tej samej nazwie. Jej mieszkańcy żyli według zadziwiających zasad, ale, co ciekawe, wszyscy byli szczęśliwi. Pojęcie utopii (z greckiego „nie-miejsce”) przyjęło się używać  do określenia idealnego ustroju polityczno-społeczno-gospodarczego, gwarantującego równość oraz szczęście wszystkim obywatelom. Łatwo się domyślić, że zawładnęło ono wyobraźnią wczesnych komunistów. Tymczasem stopniowo odkrywając świat „Roku 1984” nabieramy zniechęcenia do wszelkich ideologii chcących uszczęśliwiać ludzi hurtowo i na siłę. Orwellowska literacka wizja antyutopii sprowadziła wielu współczesnych autorowi marzycieli na ziemię. Do tego celu została zresztą stworzona. Zwróćmy uwagę, że niemal nikt nie pomyślał wtedy, w 1948, o analogii z fizyką, gdzie warunki idealne to takie, które w rzeczywistości są nieosiągalne. Niewielu również ówczesnych sympatyków komunistycznej utopii zastanowiło się nad znaczeniem tego pojęcia, z góry zakładającym niemożność wprowadzenia go w życie. Potrzeba było aż tak dosadnego obrazu, by przekonać część z nich! Wszak do dziś istnieją jednostki wierzące w funkcjonalność systemu komunistycznego.

Antyutopia ma skutecznie zniechęcać, zaś utopia zachęcać. W 1924 roku Stefan Żeromski ukończył powieść zatytułowaną „Przedwiośnie”. W pewnym momencie jej fabuły, odnaleziony przez ojca po rewolucji w Baku główny bohater, Cezary Baryka, podążał z rodzicem koleją do Moskwy. Seweryn Baryka pragnął nakłonić syna do wyjazdu do Polski, kraju przodków o świeżo odzyskanej niepodległości. Cezary był jednak, po pierwsze, urodzony w Rosji; po drugie, związany duchowo z bolszewikami i ładem budowanym przez nich po krwawej likwidacji caratu – z nowym, idealnym porządkiem. Ojciec pokusił się więc o oszustwo wielkiego kalibru. Wykreował w umyśle młodzieńca utopijną wizję nowej, doskonałej rzeczywistości, będącej lepszą alternatywą bolszewizmu, bo opartej na budowaniu a nie burzeniu, i mającej powstać właśnie w Polsce. Aby być bardziej przekonywującym, nie poprzestał na stwierdzeniu, że przyszłość należy do mnożących się w „Lechistanie” szklanych domów, ale nadto (niczym Homer w opisie tarczy Achillesa) przedstawił szczegółowo proces ich wytwarzania, zasady działania i cenę, zalety i wady owego konceptu, dodając, że zdobywają one coraz szersze grono uszczęśliwionych nabywców. Żeromski posłużył się zatem wizją włożoną w usta Seweryna Baryki, aby przenieść akcję utworu do Polski.

Pozostały nam jeszcze duchy i zjawy na jawie. Szczególną rolę odgrywają one w „Weselu” Stanisława Wyspiańskiego. O północy pojawia się przed Isią Chochoł i zapowiada przybycie kolejnych nadnaturalnych gości: „Co też w duszy komu gra, co kto w swoich widzi snach… na wesele przyjdzie w tan”. Przed weselnikami stają zjawy – co im w duszy grało, ich własne myśli, własne dusze. Widmo, Stańczyk, Rycerz, Hetman, Upiór oraz Wernyhora. Konsekwencją jest konfrontacja weselników ze zjawami, na przykład Gospodarza z Wernyhorą, który ma być wodzem zrywu narodowego, przewodnikiem z zaświatów. Wernyhora pozostawia Gospodarzowi złoty róg w celu zebrania armii powstańczej (pamiętajmy, że utwór powstał na początku XX stulecia, kiedy Polska znajdowała się pod zaborami już od ponad stu lat). Niestety, chłop oddaje róg Jaśkowi, który go gubi, co w efekcie przynosi ostateczną klęskę. Zanim to następuje, pozostałe zjawy dokonują rozliczenie z przedstawicielami różnych polskich warstw społecznych, stopniowo udzielając negatywnej odpowiedzi na pytanie: „Czy Polacy mogą wybić się na niepodległość?”. Ta odpowiedź zresztą była założeniem Wyspiańskiego, co oznacza, iż posłużył się zjawami jako sumieniem narodu piętnującym jego brak zorganizowania i współpracy.

Najczęściej zjawy spotkać możemy w utworach romantyzmu, głównie ze względu na wspomniany wyżej mistycyzm, ale także ludowość, dzikość i metafizykę, czyli cechy charakterystyczne epoki. Przykładowo, w II części „Dziadów” Mickiewicz, czerpiąc z pogańskiego, litewskiego obrzędu, opisuje wywoływanie duchów zmarłych przez Guślarza. Duchy dzieci, Zosi oraz Widmo pojawiają się, pozostawiając po sobie trzy prawdy żywe. Szkopół w tym, że postaci te pozostają zawieszone pomiędzy niebem a ziemią, nie mając wstępu do świata umarłych. Jedyne co mogą dla nich uczynić żywi, to ofiarowanie jedzenia i modlitwy. Zjawy przestrzegają nas, abyśmy nie skończyli jak one. „Kto nie był ni razu człowiekiem, temu człowiek nic nie pomoże”.

Romantyczne przekonanie o istnieniu istot nadprzyrodzonych najwspanialej oddają dwa utwory, które specjalnie zostawiłem na sam koniec. Johann Wolfgang Goethe w 1782 roku, w okresie tak zwanego „Sturm und Drang” (niem. burza i napór) napisał balladę „Erlkonig”, tłumaczoną na język polski wiele razy („Król Olch”, Król Elfów”, „Król Dziadek”). Treść stanowi opowieść o tajemniczej zjawie zwanej Królem Olch. Polną drogą śpieszy ojciec wiozący synka na swym koniu. Czytając przekład najwierniejszy pod względem treści doszedłem do wniosku, że dziecko jest chore i ma halucynacje. Jednak w przekładzie Wisławy Szymborskiej, odznaczającym się adekwatnym oddaniem nastroju i melodii oryginału, daje się odczuć elektryzujący dreszcz. Chciałoby się posiąść umiejętność przeczytania, przeżycia oryginalnego tekstu. Połączyłyby się treść z nastrojem i rytmiką (rytmicznie najbliżej celował przekład Feliksa Konopki) ofiarowując właściwe wrażenie. A wrażenie tutaj było zamierzeniem twórcy. Mimo niemożliwej do pokonania ułomności przekładu, po poznaniu kilku adaptacji, czytelnik może wyobrazić sobie opisywaną noc, kuszenie i uśmiercenie chłopca przez Króla Olch, oraz płaszcz utkany z mgły czy wypełniony szeptem wiatr.

Jednak decydujący głos, niezwykle piękny głos w sprawie duchów pozostał w ręku Adama Mickiewicza. Wzruszony tłum prostych ludzi obserwuje niecodzienną scenę. Oto młoda dziewczyna, Karusia, rozmawia czule z duchem ukochanego. Mamy tu motyw miłości silniejszej od śmierci. Lud rozumie, że uczucie pozostało żywe, że moc tęsknoty ukazuje dziewczynie wszędzie postać zmarłego młodzieńca. Czytelnika zaś porywa za serce ten smutny obrazek. Konstrukcja utworu sprawia, iż sami widzimy ducha, z którym rozmawia Karusia, współczujemy dziewczynie. Cała sytuacja zaczyna być dla nas naturalna. W tym właśnie momencie Mickiewicz wymierza cios Oświeceniu, tej epoce rozumu o zastygłym sercu. Policzkuje w ten sposób przedstawicieli klasyków, niezdolnych do emocjonalnego odczuwania świata, próbujących każde zjawisko zbadać i przyporządkować w encyklopedii. Symbolizuje ich starzec patrzący na sytuację i nie dostrzegający ducha. Wieszcz kwituje jego niezdolność stwierdzeniem, iż są na świecie rzeczy, których nie zbada ni szkiełko, ni oko. Jak widać duch staje się niezbitym dowodem twórcy na słuszność młodego romantyzmu. Jednocześnie poeta określa rejony, w które ma zapuszczać się nowy nurt w sztuce. Ów manifest romantyków nosi tytuł „Romantyczność”, a poprzedzony jest cytatem z „Hamleta” (zawartym w temacie tej pracy) w oryginalnym brzmieniu: „Methinks, I see… Where? In my mind’s eyes.”

Nadszedł czas, aby zebrać wnioski. Literatura wykorzystuje sny jako nośnik głębokich treści, gdyż można w nich manewrować czasem, przestrzenią i symboliką. Zawarcie w utworze snu lun wizji pozwala na ukazanie autorskiego wyobrażenia przyszłości, ma wpływ na obiorcę, wywołanie określonej reakcji bohatera bądź czytelnika. Częstokroć eksploatowana bywa rzeczywistość snu lub jej elementy, jak brak określonej dokładnie przestrzeni, występowanie skrajnych jej składników. Zasadniczo każde z opisanych pojęć może być użyte ku przestrodze, bo i duchy przodków i sny i wizje potrafią skłonić wprost lub nie do refleksji. Należałoby zatem sklasyfikować je wszystkie, jako środki literackie. Wszak w zależności od zamierzenia twórcy zjawa może stać się sumieniem narodu, elementem wprowadzającym nastrój, drogowskazem do nieba, kusicielem. Podobnie sny mogą wynikać z wyrzutów sumienia bohatera albo być niejako objawieniem przyszłych zdarzeń. Wizje natomiast pocieszają, zachęcają i odstraszają. Zauważmy również, że różnie twórcy rozumieją pochodzenie omawianych zjawisk: narzędzie boskiej ingerencji, aberracje chorego umysłu, bądź ludzka pamięć to źródła snów; duchy – niematerialny istoty, czy wywołane tęsknotą obrazy; zjawy to majaczenie pijanych weselników i chorego chłopca, czy należy je brać na poważnie, jak uczestnicy starego słowiańskiego obrzędu; wizje wreszcie to podobne do spotów reklamowych sygnały audiowizualne wpływające na świadomość odbiorcy, czy wytwory jego podświadomości. Jakkolwiek by nie było, zjawy, duchy, sny i wizje zawsze służą autorowi do osiągnięcia szczególnego, wyznaczonego celu. Pogłębienie psychiki bohatera, oddanie nastroju, wywołanie określonych uczuć, reakcji, refleksji u czytelnika, ułatwienie operowania symbolami, przeniesienie lub zwrot akcji utworu, przekazanie idei, nakłonienie, przestroga, pocieszenie, wywołanie dreszczyku, wzruszenie, pouczenie, nadanie głębi interpretacyjnej – oto ich funkcje.


  1. Pracę tę napisałem w czwartej klasie liceum, a znalazłem kilka dni temu porządkując rzeczy z przeszłości. Musiałem ją przepisać z wersji papierowej do elektronicznej i stwierdziłem, że równie dobrze mogę ją tutaj opublikować w ramach „Powrotu do przeszłości” (Throwback Thursday). Praca jest długa, być może zbyt długa. Wiele zdań bym dziś przeredagował, do wielu dopisał kilka uwag. Na przykład do Biblii, w której w jednym miejscu ostrzega się przed fałszywymi prorokami opowiadającymi swoje sny, a w drugim sen Jakuba jest całkiem OK. Zdecydowałem jednak opublikować tekst w kształcie, jaki miała ostateczna jego wersja prawie piętnaście lat temu.
  2. Otrzymałem za tę pracę piątkę, choć nie obyło się bez wbicia szpilki przez nauczycielkę: „W Twojej wiedzy i mądrości (jeśli to Twoja praca) – nie ma mojego wkładu – mam tego świadomość. Sam sobie sterem…”. Pani Aniu, ta praca to jeden z jaśniejszych rozdziałów mojego czasu w liceum, dwa tygodnie spędzone w bibliotece, plan, szkic, kilka wersji (które ciągle mam po tylu latach!). Coś, co miało jakiś sens w zalewie rzeczy nieistotnych, dołujących, w odmętach młodzieńczej depresji, zagubienia i buntu. Napisała pani o niej osiemnaście linijek pochwał, ale do dziś pamiętam jedynie przemycone w nawiasie „jeśli to Twoja praca”. Była pani moją wychowawczynią. Kiedyś myślałem, że sam sobie wiele rzeczy zawaliłem. Dziś już tak nie myślę.