Nie daj się złapać nostalgii — recenzja „Cinema Paradiso”

Filmy Recenzje

Od kilkunastu lat znałem główny motyw muzyczny z „Cinema Paradiso” i nieprzypadkowo znalazł się on na playliście „Około północy”. Jednak sam film obejrzałem dopiero niedawno. Nie wiem, jak odebrałbym go przed laty, lecz dziś ten klasyk przemawia do mnie niezwykle mocno.

Reżyser, Giuseppe Tornatore, zabiera nas w świat wspomnień dorosłego mężczyzny, przywołanych przez wiadomość o śmierci dawnego mentora i przyjaciela. Wspomnienia idyllicznej młodości i pierwszych intensywnych fascynacji: życiem, kinem, aż do pierwszej miłości. Coś, co każdy mężczyzna nosi w sobie — odrobinę małego chłopca, tęsknotę za pierwotną siłą pierwszych zauroczeń, oraz za bezkompromisowością młodzieńczych pragnień.

Salvatore di Vita jest dojrzałym i uznanym filmowcem, który od trzydziestu lat nie odwiedził rodzinnego Giancaldo na Sycylii. Na wieść o śmierci Alfredo zaczyna wspominać lata swojej młodości. Poznajemy go w wieku sześciu lat, jako sprytnego Toto (wspaniała rola Salvatore Cascio), półsierotę i niezłomnego fana kina, który zaprzyjaźnia się za starym operatorem projektora, Alfredo (Philippe Noiret).

Chłopiec chłonie magię kina, jednocześnie ucząc się montażu (Alfredo wycina z filmów sceny uznane za pornograficzne przez lokalnego księdza, głównie pocałunków), obsługi projektora i historii kinematografii. Część poświęcona wczesnej młodości kończy się pożarem kina Paradiso.

Kolejna część opowiada historię nastoletniego Salvatore (granego przez Marco Leonardi), który zostaje operatorem w odbudowanym Nowym Kinie Paradiso. Okaleczony w pożarze Alfredo ciągle odwiedza przyjaciela i w pewien sposób zamieniają się rolami w sali projektora. Salvatore poznaje Elenę (Agnese Nano) i wywalcza sobie jej uczucie, niestrudzenie czekając na sygnał pod jej oknem. Szczęśliwa młodzieńcze miłość zostaje brutalnie przerwana przez przeprowadzkę Eleny z rodzicami i wezwanie Salvatore do wojska. Młodzi nieodwracalnie tracą ze sobą kontakt. (Uwaga: nie było e-maili, Facebooka ani nawet SMS-ów — bez adresu lub numeru telefonu stacjonarnego kontakt przepadał).

Po zakończeniu służby wojskowej Salvatore wraca do Giancaldo, lecz wszystko jest jakieś obce: nowy operator w kinie, brak Eleny, mieścina wydaje się mniejsza. Alberto przekonuje młodzieńca, by wyjechał w pogoni za marzeniami i nie patrzył za siebie.

Tak opowieść wraca do dorosłego Salvatore (Jacques Perrin), który odwiedza po trzydziestu latach rodzinne strony, by rozliczyć i pogodzić się z przeszłością.
Film Tornatore przepełniony jest nostalgią, jakby autor i reżyser próbował wrzucić ją całą nagromadzoną latami do swojego dzieła. Powolne, sielankowe tempo „Cinema Paradiso” odpowiada wspomnieniom z dzieciństwa każdego z nas. Kiedy indziej czas ciągnął się beztrosko, a świat pełen był cudów? Obraz pełen jest odniesień do wielu filmów, głównie dlatego, że są one wyświetlane w Paradiso, ale także przez cytaty, nazwiska znanych aktorów, plakaty tu i tam.

Nie sposób też nie zauważyć kilku głęboko alegorycznych scen, jak choćby tej, w której Alfredo mówi: „Wyjedź stąd, to przeklęta dziura. Póki tu jesteś, wydaje Ci się, że to środek świata, że nic się nie zmieni. Potem wyjeżdżasz, wracasz za rok, za dwa i wszystko wygląda inaczej. Nić się urywa. Ludzie są inni, rzeczy także. Trzeba wyjechać na wiele lat, by później po powrocie odnaleźć znajomych ludzi; miejsce, w którym się urodziłeś. […] Życie nie jest takie jak w kinie, życie jest dużo cięższe. […] Każdy z nas ma gwiazdę, za którą powinien podążać.” Scena ta odbywa się na nabrzeżu pełnym wielkich, starych kotwic, które Salvatore musi symbolicznie odciąć, by podążyć za swoimi marzeniami. Alfredo, ten stary, znający życie przyjaciel, pomaga młodemu wyrwać się ku przyszłości. Później, na stacji kolejowej Alfredo dodaje: „Nigdy tu nie wracaj. Nie myśl o nas. Nie patrz wstecz. Nie pisz. Nie daj się złapać nostalgii. Zapomnij o nas wszystkich.”.

Jest też scena, w której Salvatore ogląda film zmontowany przez Alfredo z wyciętych z różnych filmów pocałunków. Jakże podprogowo niemal podsumowuje ona coś, co zauważamy kilkakrotnie podczas całego filmu i może do końca tego nie werbalizujemy: kino, jak i życie, nie jest pełne bez miłości. Można miłość próbować wyciąć, uciszyć, zagłuszyć, a jednak to ona daje nam ciąg najwspanialszych wspomnień.

Jako mężczyzna z małej miejscowości, który wyrwał się w świat w pogoni za marzeniami, odbieram „Cinema Paradiso” bardzo osobiście. Niemniej jednak, biorąc pod uwagę symbolikę, uniwersalny przekaz (motywy męskiej przyjaźni, niespełnionej miłości, ucznia i mistrza itd.), dogłębnie odczuwalną nostalgię, przepiękną muzykę wzbogacającą klimat filmu (Ennio Morricone), jego magiczne tempo — to włoskie arcydzieło jest obowiązkowe dla każdego kinomana.