„Osobliwy dom pani Peregrine” – recenzja

Filmy Recenzje

„Osobliwy dom pani Peregrine” nie znalazł niestety miejsca obok innych książek mojego dzieciństwa, ponieważ został wydany w 2011 roku. Książka autorstwa Ransoma Riggsa to ponad trzysta stron dark fantasy dla młodzieży. Nie śledzę już tego typu literatury, więc o książce dowiedziałem się dzięki ekranizacji. A jak wypadł film?

Jake Portman całe dzieciństwo słuchał opowieści dziadka o tajemniczym domu pełnym dzieci o paranormalnych zdolnościach. Domem tym opiekować się miała Alma Peregrine, imbrynka potrafiąca zmienić się w sokoła wędrownego (peregrinus po łacinie to obcy, podróżnik). Abe Portman opowiadał młodemu Jake’owi o walce z potworami, a wszyscy dookoła myśleli, że dziadkowi odbiła szajba. Do czasu…

Istnieje wiele opowieści zaspokajających pragnienie młodych chłopców do bycia kimś wyjątkowym. Na przykład cała masa komiksów o superbohaterach, książek podobnych do Harry’ego Pottera i Tomków na tropach Yeti. „Osobliwy dom pani Peregrine” to taki X-men dla dzieci, w którym rolę opiekuna grupy odmieńców pełni piękna Eva Green, zamiast Patricka Stewarta.

Stylistyka filmów Tima Burtona zawsze mi odpowiadała, od „Batmana” po „Alicję w Krainie Czarów”, i tak też było podczas seansu „Osobliwego domu…”. Oczywiście musicie pamiętać, że to jednak kino dla dzieci, więc trudno byłoby się czymś zaskoczyć. Niemniej, film jest świetnie nakręcony, przygoda trzyma się kupy, a dzieciaki całkiem nieźle grają. Ponadto w obsadzie znalazła się Judi Dench oraz Samuel L. Jackson.

Polecam fanom opowieści przygodowych dla dzieci oraz filmów Burtona. A, i koniecznie fanom Evy Green, bo jest spektakularna w roli Almy Peregrine. Reszta śmiało może tę pozycję ominąć. Warto byłoby za to kupić dziecku książkę, na której oparto film. Niech rozwija wyobraźnię.