Kompas

Podsumowanie roku 2017.

O mnie

Mam mieszane uczucia jeśli chodzi o mijający rok. Przyjemnie pisać o sukcesach, lecz życie nie jest ich nieprzerwanym pasmem. Choćby człowiek robił nie wiadomo co, wiele wydarzeń jest poza kontrolą. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy zostało mi to przypomniane z mocą. Zdołałem mimo wszystko przeżyć kilka nowych przygód. Przypomnę, że wpisy o mnie nie powstają, by się żalić lub chwalić. To moje prywatne notki, które zwyczajnie decyduję się opublikować, bo pytacie, co tu u mnie słychać. A słychać było w tym roku wiele…

Coś się skończyło…

Siedemnastego lutego pożegnałem pana Mojito. Psi przyjaciel odszedł po ośmiu wesołych latach. Opis tego wydarzenia zachowam dla siebie. Dość rzec, że mógła jeszcze trochę pożyć, ta pluszowa przylepa. Prochy rozsypano na cmentarzu dla zwierząt w Cambridge. Skończyły się radosne powitania, wspólne spacery, trącanie nosem. Zostały zdjęcia i wspomnienia.

Pan Mojito

Skończył się też długoletni okres bez chorób, kiedy 21 maja zdiagnozowałem u siebie ospę. Diagnoza trudna nie była — po powrocie z Polski, gdzie spotkałem kilkoro dzieciaków dotkniętych tą chorobą, wyskoczyły mi wszędzie bąble. Jak się okazało, nie, nie przeszedłem dotąd tej łagodnej w dzieciństwie dolegliwości. Na domiar złego, po dziesięciu dniach w łóżku w lewej nodze wytworzył się zakrzep, którego likwidacja wymagała sześciu tygodni zastrzyków. Super! Szczęśliwie druga połowa roku upłynęła bez lekarzy.

Coś się zaczęło.

Pisanie.

W marcu zauważyłem tego Tweeta od Michała Pisarskiego, że szuka nowych autorów do współpracy z Komputerswiat.pl. Wysłałem mu ten tekst, ale nie podszedł. Napisałem kolejny, potem kolejny. Do dziś uzbierało się piętnaście artykułów i nic nie wskazuje na to, bym w 2018 roku przerwał współpracę z Ringier Axel Springer.

Zacząłem także ekstensywne rozeznanie w temacie ewolucji rodzaju ludzkiego i kilku innych tematów związanych z pomysłem fabularnym, jaki zamierzam zrealizować w tym roku. Krótko mówiąc, będę pisał książkę.

Fotografia.

Mam za sobą dwie sesje fotograficzne, a każda była pierwszą w życiu. Portretowa z Gemmą w styczniu, oraz ciążowa z Baibą i Chrisem w kwietniu. Bardzo cenne doświadczenia! Czuję się dosyć swobodnie z oprogramowaniem do obróbki zdjęć, ciągle rozwijam umiejętności, ale zauważam braki sprzętowe: oświetlenie, lepsze obiektywy, wyższej klasy aparat. Nauka rzecz bezcenna. O! Robiłem też za fotografa Komunii Świętej!

Jeden z efektów sesji zdjęciowej z Gemmą.

Zdecydowanie mniej zdjęć trafiło na Instagram, ale założyłem konta na Redbubble i Society6. Można tam kupić wydruki moich zdjęć (uwaga, sprzedałem już pierwszy egzemplarz!). Lajki nijak nie chcą wejść do portfela, więc zmieniłem podejście do Instagrama. Mimo to, wzrosła mi średnia polubień na zdjęcie, co traktuję jako dowód poprawy jakości i motywację do dalszego rozwoju.

Wędrówki.

Uwielbiam wędrowanie. Otaczające Manchester wzgórza, lasy, zbiorniki wodne i malownicze miejscowości przyciągają mnie do siebie. Wychowałem się w małej małopolskiej wiosce i chodzenie po górach i lasach mam we krwi. Z każdym wypadem za miasto odkrywałem tu, w Anglii, znane z dzieciństwa cuda: borówki, grzyby, szczaw, maliny, jeżyny…

Piękne okolice Macclesfield.

Sam nie wiem, skąd pewnego dnia kliknęło mi w głowie, że mógłbym za drobną opłatą przeczołgać rodaków z Manchesteru po znanych mi trasach. Kiedy już pomysł powstał, wydawał się oczywisty. Przecież i tak regularnie łażę tu i tam. Co szkodzi przy okazji poznać fajnych ludzi i jednocześnie zarobić na zwrot biletu kolejowego?

I pianino…

Zawsze chciałem spróbować i nareszcie okoliczności tak się poukładały, że zaliczyłem pierwszą lekcję i kilka godzin ćwiczeń gry na pianinie! Planuję kolejne lekcje w nadchodzącym roku, więc trzymajcie kciuki 🙂

Podróże małe i duże.

Podobnie do 2016 roku, Polskę odwiedziłem trzy razy — w styczniu, maju i lipcu. Spotkałem się z wieloma starymi znajomymi i każdy pobyt w ojczyźnie dobrze wspominam.

W marcu spędziłem urodziny w Mediolanie i Bergamo, co poprawiło mi humor, bo za Włochami mocno się stęskniłem. W październiku najechałem ponownie Majorkę — tydzień na plaży i doskonałe jedzenie pozwoliły doładować baterie na resztę roku.

Nie mogę tu pominąć trzech zorganizowanych przeze mnie wycieczek: we wrześniu wzgórza i lasy koło Macclesfield, w październiu las i kopalnie w Alderley Edge, a w listopadzie wzgórza między Buxton i Combs. I jednodniowy wypad do Yorku 30 lipca.

2017 zakończył się lepiej niż się zaczął

Początek roku przyniósł próbę włamania do mieszkania i śmierć Mojito w lutym (oba zdarzenia w ciągu 24 godzin). Potem w ciągu kolejnej doby rozpoznałem u siebie ospę i miał miejsce zamach bombowy w Manchesterze (21/22 maja). Niewesoło. Niby tylko dwie przeklęte doby, jednak konsekwencje bolesne jeszcze przez pewien czas.

Na szczęście później życie przyniosło trochę czekoladek dla równowagi. Mama przyleciała do Anglii we wrześniu. W grudniu mój artykuł dla KŚ trafił na główną stronę Onet.pl. Zdarzyła się też cała masa pomniejszych sukcesów, która dodawała mi motywacji przez cały rok. Jakich na przykład? Sprzedane zdjęcie na Redbubble, udana pieczona gęś w Boże Narodzenie, zadowoleni uczestnicy wycieczek, sesje zdjęciowe, kilka zaskakujących polubień na Instagramie, odnowienie ważnych dla mnie znajomości, opanowanie skali molowej i durowej, kilka tysięcy osób czytających tekst o Manchesterze na moim blogu… I wiele, wiele innych.

Link do mojego tekstu na głównej Onetu.

Jeszcze kilka liczb podsumowania i co dalej?

43 wpisy na blogu. 15 tekstów dla Komputer Świata. 18 przeczytanych książek. 3 zorganizowane wycieczki. 3 wizyty w Polsce. 2 wycieczki do Europy. 2 sesje zdjęciowe. 1 próba włamania. 1 pochowany pies. 1 zamach bombowy. Kilkaset drobnych sukcesów i porażek, ale więcej jednak sukcesów i wydarzeń pozytywnych.

Co jeszcze? Wiele przeczytanych artykułów, przemyśleń, notatek… Sporo ciekawych rzeczy znajdziecie śledząc mnie na Twitterze. Inne tematy poruszam czasem na Facebooku. Media społecznościowe dopełniają obraz minionego roku.

Po interesujących dwunastu miesiącach czas zaplanować kolejne. Chcę kilka razy wpaść do kraju (najbliższy termin to luty), kontynuować naukę włoskiego i gry na pianinie, napisać książkę (której research skończyłem) i polecieć w jakieś nowe miejsce. Cele mierzalne i osiągalne. W tym samym czasie chciałbym w miarę możliwości kontynuować rozwój umiejętności fotograficznych, nadal pisać na blogu i dla Komputer Świata. Chyba, że nadarzy się jakaś okazja…

Jak podsumowywałem poprzednie lata? 2015 na Facebooku, a 2016 tutaj.

Jak wyglądał wasz rok? Napiszcie w komentarzach lub podrzućcie link do własnych podsumowań!