Jak obrzydliwie rozciągnąć krótki artykuł do rozmiarów książki — „Tipping point” Malcolma Gladwella.

Strata czasu i obraza inteligencji czytelnika! Tak wyłącznie mogę podsumować „dzieło” Gladwella. Dlaczego?

Wyważanie otwartych drzwi.

„Punkt przełomowy” opowiada o tym, że aby zaszła jakaś zmiana potrzebne są punkty zapalne i masa krytyczna. Mało odkrywcze, nieprawdaż? Streściłbym książkę porównaniem, że do rozpalenia ogniska potrzeba zapałki, potem łatwopalnego siana i suchych cienkich gałązek, a na koniec większego chrustu i grubszych gałęzi. Gladwell porównuje to do epidemii. Co w sumie też jest mało odkrywcze — w końcu przy epidemiach mówi się o „ogniskach zapalnych”. Nuda, panie.

Wałkowanie tych samych przykładów do porzygu.

Syfilis w Baltimore, trampki z Nowego Jorku, „Ulica Sezamkowa”, Paul Revere… Do tego luźno dorzucane teorie i eksperymenty psychologiczne (teoria rozbitych okien czy eksperyment więzienny Zimbardo), mające raczej na celu wzmocnienie wrażenia naukowości książki, która w żadnym wypadku naukowa nie jest. Klepie Gladwell te tematy w kółko powtarzając, że aby coś zmienić, potrzebni są specyficzni ludzie, o szczególnych zdolnościach, którzy potrafią zarazić innych. (WOW!) Muszą mieć oni odpowiednią energię i chwytliwe chasła (tzw. stickyness factor). W zasadzie tyle. Fajny temat na artykuł do dziesięciu stron, dużo wysiłku musiało kosztować rozwleczenie tego na całą książkę.

Na szczęście było to krótkie.

Słuchałem audiobooka „Tipping point” w oryginale na zwiększonej prędkości. Po półgodzinnym spacerze zaskoczyło mnie, że mam prawie 20% ukończone. Dla pewności sprawdziłem na stronie Audible — faktycznie całość trwa jedynie trzy godziny! Jak to możliwe, że książka osiągnęła aż trzysta stron? Dużo obrazków? Czcionka dwudziestka? Nie wiem. Cieszę się za to, że zmarnowałem jedynie dwie godziny życia, bo ominąłem podsumowanie.

SZCZERZE ODRADZAM!

Jak wiecie, nie stosuję żadnych gwiazdek w recenzjach, a ograniczam się do krótkiego „warto/nie warto”. W tym przypadku NIE WARTO, omijajcie szerokim łukiem, jeśli już koniecznie musicie przeczytać, to pożyczcie od kogoś, albo coś. Broń Boże, nie wydajcie na ten przydługawy pseudonaukowy artykulik nawet grosza! Nie warto wspierać pisaniny i popłuczyn intelektualnych. To już lepiej kupcie „Outliers”, na pewno poprawi wam humor. Jeśli jednak zdecydujecie się z jakichś zupełnie niezrozumiałych powodów nabyć „Punkt przełomowy”, to przynajmniej skorzystajcie z poniższego okienka. Niechaj chociaż skromna prowizja z tego absurdalnego zakupu trafi do odpowiedniej osoby. (Jeśli nie widzicie okienka, to ta książka Gladwella nie jest dostępna — może i lepiej).