Człowiek — takie zwierzę, tylko bardziej. Recenzja „Trzeciego szympansa”.

Próbując zrozumieć ewolucję gatunku ludzkiego, obejrzawszy serię BBC — „The Incredible Human Journey”, przeczytawszy „Sapiens” Harariego, po jednej z wielu przygód wśród wyników wyszukiwania Google, zabrałem się za dzieło Jareda Diamonda, „Trzeci szympans. Ewolucja i przyszłość zwierzęcia zwanego człowiekiem”.

Jared Diamond, autor kilku książek mających na celu bardziej interdyscyplinarne podejście do historii ludzkich społeczności, laureat ponad dwudziestu nagród i honorów, w tym Pulitzera za „Strzelby, zarazki, maszyny”, prowadzi narrację „Trzeciego szympansa” przez pięć głównych tez.

  1. Człowiek to w zasadzie, obok zwyczajnego i bonobo, jeden z gatunków szympansa.
  2. Dziwny cykl życiowy Homo Sapiens.
  3. Czy unikalne cechy ludzkie naprawdę są unikalne?
  4. Zdobywcy świata. Dlaczego pierwszy kontakt nierównych sobie cywilizacji zawsze prowadził do ludobójstwa?
  5. Czy zużyjemy wreszcie wszystkie zasoby i się wykończymy?

Wbrew pozorom te tematy łączą się w zupełnie nowy dla wielu czytelników obraz człowieczeństwa. Barbarzyńskiego, bo jeśli różni nas od szympansów zaledwie 1,6 procent genów (dla porównania dwa gatunki gibonów różnią się 2,2% genów), czyli w zasadzie jesteśmy odmianą szympansa, to jak możemy eksperymentować na swoich kuzynach? Ludobójczego, bo każde spotkanie między bardziej i mniej zaawansowaną cywilizacją kończyło się hekatombą. Zadufanego w sobie, bo żadna z powszechnie uważanych za ludzkie cech, jak język, sztuka, rolnictwo, zażywanie narkotyków, czy skłonność do zabijania się wewnątrz własnego gatunku, nie jest wyłącznie ludzka, ani też żadnej z nich nie wynaleźliśmy pierwsi (na przykład rolnictwo z wszystkimi jego zaletami, jak wytworzenie kasty wojowników, oraz wadami, jak powstanie podziału klasowego, pierwsze odkryły mrówki). Dziwnego, bo nasz cykl życiowy znacząco odróżnia nas od kuzynów, szympansa zwyczajnego i bonobo: zdolność kobiet do uprawiania seksu w każdym momencie cyklu menstruacyjnego, wkład „samców” w wychowywanie potomstwa, życie w koloniach rozrodczych podobnych do ptasich (miasta) — to tylko kilka z dziwnych cech cyklu życiowego Homo Sapiens. Samobójczego, ponieważ ludzkości zagrażają dwie fatalne katastrofy: zagłada atomowa i zniszczenie utrzymującego nas przy życiu środowiska naturalnego, przy czym jedna może się wydarzyć lub nie, ale za to drugą uskuteczniamy stopniowo, w coraz większym tempie, od kilkudziesięciu tysięcy lat.

Ludzie prehistoryczni prawdopodobnie wytępili gatunki nie tylko w tych rejonach świata, które przedtem były nie zamieszkane. W ciągu ostatnich dwudziestu tysięcy lat do wymierań dochodziło również na tych obszarach, które długo przedtem były zamieszkane przez ludzi — w Eurazji, gdzie wyginęły nosorożce włochate, mamuty, jelenie olbrzymie („Jelenie irlandzkie”), oraz w Afryce, która utraciła bawołu olbrzymiego, gnu olbrzymie i olbrzymiego konia. Te ogromne zwierzęta również mogły być jednymi z ofiar ludzi prehistorycznych, którzy od dawna polowali na nie, ale w pewnym momencie zdobyli umiejętność polowania za pomocą skuteczniejszej broni niż kiedykolwiek przedtem. Wielkie ssaki Eurazji i Afryki nie były naiwne w stosunku do ludzi, ale wyginęły z tych samych dwóch prostych przyczyn, które spowodowały, że całkiem niedawno musiały ustąpić niedźwiedzie grizzly z Kalifornii, a niedźwiedzie brunatne, wilki i bobry z Wielkiej Brytanii — po tysiącach lat prześladowania przez ludzi. Te przyczyny, to przewaga liczebna i lepsza broń.

Wymieniając najwyraźniejsze przykłady z odległych wysp Oceanii, ale nie tylko, Diamond wyciąga wniosek, że wiele społeczności ludzkich w przeszłości zniknęło wskutek zniszczenia zasobów środowiska naturalnego. Przekonany o czysto ludzkiej przyczynie wyginięcia ptaków Moa, wielkich ssaków obu Ameryk, oraz olbrzymich stworzeń Australii, sypiąc przykładami, autor neguje teorię wymierań spowodowanych zmianami klimatycznymi, uważając za niemożliwe, by niesamowitym przypadkiem wielkie zwierzęta poddały się zmianom klimatu w przeciągu tysiąca lat od pojawienia się na danym terenie Homo Sapiens, choć wcześniej nie uległy podobnym zmianom przez miliony lat.

My, ludzie, dostarczamy najważniejszego przykładu przestawiającego się drapieżcy. Możemy jeść wszystko, od ślimaków i glonów morskich po wieloryby, grzyby i truskawki. Możemy eksploatować jakiś gatunek prawie do wytępienia, a wtedy przerzucić się na inny pokarm. Stąd też fala wymierania gatunków następowała zawsze po tym, jak ludzie docierali do nie zamieszkanej przedtem części globu. Ptak dodo, którego nazwa stała się synonimem gatunku wymarłego, dawniej żył na wyspie Mauritius. Po odkryciu tej wyspy fw roku 1507 wymarła połowa gatunków ptaków lądowych i słodkowodnych. Dodo były szczególnie duże, jadalne, nielotne i łatwe do schwytania przez głodnych marynarzy. Gatunki ptaków na Hawajach również wymierały masowo po odkryciu tych wysp tysiąc pięćset lat temu przez Polinezyjczyków, tak samo jak gatunki wielkich ssaków amerykańskich wyginęły po przybyciu przodków Indian jedenaście tysięcy lat temu. Fale wymierań towarzyszyły także głównym wynalazkom w technice polowania na terenach od dawna zajmowanych przez człowieka. Na przykład dzikie populacje arabskich oryksów, pięknych antylop z Bliskiego Wschodu, przetrwały milion lat polowań, aż uległy dalekonośnym sztucerom w roku 1972.

Jedną z ciekawszych tez postawionych w „Trzecim szympansie” wydaje mi się wyjaśnienie przyczyn Europejskiej dominacji w obu Amerykach, Afryce i Australii. Do dziś wśród niektórych środowisk pokutuje przekonanie, że biali są/byli w jakiś sposób genetycznie lepiej uwarunkowani do zdobycia świata. Taki genetyczny punkt widzenia jest często źródłem rasizmu i przekonania o własnej wyższości. Tyle że taki pogląd nie jest w stanie obronić się naukowo. Dlaczego? Otóż Diamond twierdzi, że wszyscy przedstawiciele Homo Sapiens mają bardzo podobne zdolności umysłowe. Potomkowie plemion łowców-zbieraczy, żyjących na Nowej Gwinei kilkadziesiąt lat temu w epoce kamienia łupanego, dzisiaj pilotują samoloty. Czy ludzi ci dokonali w kilkadziesiąt lat skoku ewolucyjnego? Nie, po prostu nigdy nie wytworzyli bardziej zaawansowanych narzędzi, co nie znaczy, że nie mieli ku temu zdolności umysłowych. Dlaczego zatem to w Eurazji powstały najsilniejsze cywilizacje, które, konkurując ze sobą, wymusiły nieustanny rozwój? Odpowiedzią jest środowisko naturalne. Tylko w Eurazji możliwe było udomowienie wysokokalorycznych zbóż oraz wielkiej piątki zwierząt: owiec, kóz, krów, świń i, bodajże najważniejszych, koni. Już kozę i owcę udomowiono około czterech tysięcy lat przed lamą i alpaką. Podczas gdy lama i alpaka nie nadawały się do ciężkiej pracy ani prowadzenia wojen, w Eurazji konie i woły budowały i obalały imperia. Cywilizacje amerykańskie musiały być budowane siłą ludzkich mięśni. Ten sam Homo Sapiens, który przez Alaskę przedostał się do ziemi obfitej w zwierzynę, myśląc zapewne, że odnalazł raj, kilka tysięcy lat później, zabijany przez europejskich braci, na własnej skórze odczuł, jaką różnicę dają millenia rozwoju wspomaganego siłą udomowionych zwierząt.

Przechodzi mnie dreszcz przerażenia na myśl, że astronomowie, gotowi teraz wydawać setki milionów dolarów na poszukiwanie życia pozaziemskiego, nie postawili sobie nigdy poważnie oczywistego pytania: co będzie, jeżeli je znajdziemy albo ono nas znajdzie. Astronomowie milcząco zakładają, że my i małe zielone potworki przywitamy się i zasiądziemy do fascynujących konwersacji. I tu także nasze ziemskie doświadczenie daje nam wskazówki. Odkryliśmy już przecież dwa gatunki, które są bardzo inteligentne, chociaż mniej zaawansowane technicznie niż my – szympansa pospolitego i bonobo. Czy tak zareagowaliśmy, usiedliśmy i spróbowali się porozumieć? Oczywiście, że nie. Zamiast tego strzelamy do nich, tniemy na kawałki, odcinamy ręce na trofea, wystawiamy w klatkach, wstrzykujemy wirusa AIDS w eksperymentach medycznych i niszczymy albo odbieramy im siedliska. Taka reakcja była do przewidzenia, ponieważ odkrywcy, którzy natrafiali na technologicznie mniej zaawansowanych ludzi, również regularnie strzelali do nich, dziesiątkowali ich populacje nie znanymi dotąd chorobami i niszczyli albo przejmowali ich siedliska..
Jacyś zaawansowani kosmici, którzy by nas odkryli, z pewnością potraktowaliby nas w ten sam sposób. Przypomnijmy sobie tych astronomów, którzy wysłali w przestrzeń kosmiczną sygnały radiowe z Arecibo, opisując położenie Ziemi i jej mieszkańców. W swoim samobójczym szaleństwie akt ten może się tylko równać z szaleństwem ostatniego władcy Inków, Atahualpy, który — pojmany przez zwariowanych na punkcie złota Hiszpanów – opisał im bogactwo swojej stolicy i jeszcze dał przewodników na drogę. Jeżeli rzeczywiście są jakieś cywilizacje radiowe w zasięgu odbioru, to, na litość boską, wyłączmy nasze nadajniki i starajmy się uniknąć wykrycia albo będzie po nas.

Każda część odkrywa przed czytelnikiem nowe pokłady myśli. Dzięki interdyscyplinarnemu spojrzeniu Diamond nie ogranicza się do pospolitych i wytartych przekonań, że biali Europejczycy zawojowali świat, bo byli lepsi od dzikich, że wielkie ssaki wyginęły z powodu zmian klimatycznych, czy też, że wysyłanie sygnałów radiowych w kosmos to dobry pomysł. W nowatorski sposób kreśli swoje teorie i choć książka ma już bez mała 27 lat, to wciąż warto ją przeczytać. Polecam! Ciężko dorwać kopię, więc jak znajdziecie gdzieś „Trzeciego szympansa”, to wrzućcie link w komentarzach, może ktoś sobie kupi.

P.S. Tak, zdjęcie ilustrujące pochodzi z „Wojny o planetę małp”, z którą tekst nie ma nic wspólnego. I co mi zrobicie?