„Problem trzech ciał” — chińskie spojrzenie na pierwszy kontakt.

Niektórych książek po prostu nie da się opisać bez zepsucia, przynajmniej w jakimś stopniu, zabawy. Największą rozrywką są dla mnie opowieści, które umiejętnie wykorzystują suspens. Niestety zapoznanie się chociażby z krótkim opisem fabuły zamienia niespodziewane w spodziewane i zmniejsza zaskoczenie. W przypadku „Problemu trzech ciał” znowu miałem farta — wiedziałem wyłącznie tyle, ile powiedziały mi slogany wydawnicze: że oszałamiający rozmachem chiński bestseller, że zgarnął nagrody i że stał się amerykańskim fenomenem wydawniczym.

Serdecznie polecam właśnie tyle wiedzieć o tej książce i z otwartą głową wziąć się za lekturę, dlatego:

TL;DR: Tak, trylogię Cixin Liu warto poznać, czy jest się fanem hard sci-fi, czy nie. Jeśli zatem nie lubisz dłuższych recenzji, a spojlery opowieści drażnią Cię jak spojlery na Volkswagenie Golfie, to od razu wal do Ebookpoint i kup sobie kopię „Problemu trzech ciał”, a najlepiej od razu także „Ciemny las” i „Koniec śmierci”. Serio, nie pożałujesz. Na końcu artykułu znajdziesz więcej opcji zakupu. Miłej lektury!

Teraz przejdźmy do szczegółów. Będą spojlery, zostaliście ostrzeżeni. Będą Obcy, którzy w sumie nie wiadomo jak wyglądają. Będzie inwazja, ale inna niż wszystkie. Będzie wojna, w której ludzkość nie ma szans, ale ma czas. Będzie zagadka i dużo fizyki. Będzie wreszcie science fiction, w którym nauka miesza się z fantazją niemal nie do poznania.

Zacznijmy od tego, że Cixin Liu bardzo dokładnie i pomału tworzy tło opowieści. Osobiste historie bohaterów warunkują ich decyzje, które zaś wpływają na los całej cywilizacji. Dlatego te historie poznajemy z detalami. Weźmy Ye Wenjie. Dziewczyna obserwuje śmierć ojca z rąk czerwonogwardzistów oraz wyniszczenie społeczeństwa i środowiska przez postępującą ze wściekłym rozmachem głupotę władzy komunistycznej. Odkrywa, że kapitalizm wcale nie postępuje z naturą lepiej. Dochodzi do wniosku, że ludzkość kiedyś sama się wykończy, przy okazji zabierając ze sobą cudowną różnorodność życia na planecie. Nic dziwnego, że Wenjie zaprasza Obcych na Ziemię.

Wgryzienie się w „Problem trzech ciał” niesie ze sobą soczyste bogactwo nauki, orzeźwiające niczym kęs zimnego arbuza w upalne lato. Nawet porównania bywają poetycko-naukowe: „Nie mogła już odczuwać żalu. Była teraz niczym licznik Geigera wystawiony na za dużo radiacji, niezdolny do żadnej reakcji, bezgłośnie wyświetlający odczyt zero.” Cixin Liu pokazuje piękno nauki, odkryć i nieznanego, przez barwne opisanie możliwości, nadziei i obaw. To nie oznacza, że każda fizyczna czy astronomiczna informacja zawarta w książce jest prawdziwa, w końcu Alfa Centauri nie jest potrójnym systemem.

No dobra, ale o co chodzi? Akcja zaczyna się w czasach Rewolucji Kulturalnej w Chinach. Ye Wenjie dostaje propozycję nie do odrzucenia: izolacja od świata w tajnej bazie Czerwony Brzeg, gdzie będzie mogła wykazać się naukowo, albo… Wszyscy wiemy, co oznacza „albo” w komunistycznym reżimie, otóż nic dobrego. Czerwony Brzeg zajmuje się rzekomo śledzeniem kapitalistycznych satelitów, ale głównym zadaniem jest wysyłanie sygnałów w kosmos. Chińskie władze nie mogą pozwolić na to, by to zachodni kapitaliści lub rosyjscy reakcjoniści pierwsi nawiązali kontakt z jakąś obcą cywilizacją i karmili ją własnymi wizjami świata.

Przypadkowo kobieta odkrywa, że Słońce może służyć za ogromny wzmacniacz i wysyła w ten sposób sygnał, zaproszenie dla obcych cywilizacji, by ogarnęły ten cały ludzki kurwidołek. Odpowiedź przychodzi po ośmiu latach i jest ostrzeżeniem brzmiącym mniej więcej tak: „Cywilizacja trisolariańska jest wroga i inwazyjna, dla własnego dobra nie wysyłajcie więcej wiadomości!”. Ye Wenjie oczywiście wysyła kolejną wiadomość.

Przenosimy się do współczesności. Czołowi fizycy teoretyczni z tajemniczych powodów popełniają samobójstwa. Wang Miao, profesor pracujący nad nanotechnologią, zostaje zwerbowany przez niezwykle inteligentnego policjanta, Shi Qiang, do śledztwa mającego wyjaśnić tę sprawę. Obaj odkrywają tajną współpracę między światowymi rządami, wyglądającą jak przygotowania do wojny, oraz rosnącą popularność trójwymiarowej gry „Trzy ciała”, która najwyraźniej łączy się z samobójstwami naukowców.

Tymczasem w stronę Ziemi leci armada tysiąca statków kosmicznych wysłana z Trisolar kilkadziesiąt lat temu. Lecąc z 1/100 prędkości światła dotrze do Układu Słonecznego za czterysta lat.

To tyle tytułem wprowadzenia do fabuły. Cixin Liu eksploruje w swojej historii sporo koncepcji. Wrogo nastawioną i technologicznie bardziej rozwiniętą cywilizację, która wyewoluowała w warunkach niestabilnego układu trzech gwiazd. Obcych, którzy komunikują się wyświetlając myśli na swoich ciałach, oraz potrafią całkowicie pozbyć się wody z organizmów, aby przeczekać najtrudniejsze warunki. Autor dotyka też tematów psychologicznych i filozoficznych: reakcji grup ludzi na nadejście potężniejszej cywilizacji, czy naszego sposobu patrzenia na kosmiczne cywilizacje. Przykład?

Na Ziemi, ludzie potrafią wkroczyć na inny kontynent i bezmyślnie zniszczyć wojną i chorobami znalezione tam pokrewne cywilizacje, lecz kiedy patrzą w gwiazdy, nagle stają się sentymentalni i wierzą, że jeśli pozaziemskie inteligencje istnieją, to muszą być cywilizacjami ograniczonymi przez uniwersalne, szlachetne, moralne łańcuchy; jakby czułość i miłość dla innych form życia były częściami oczywistego wszechświatowego kodeksu postępowania. Myślę, że powinno być dokładnie na odwrót: zwróćmy życzliwość okazywaną gwiazdom na członków rasy ludzkiej na Ziemi. (tłumaczenie moje).

Powyższy cytat ma zresztą związek z kolejnymi częściami trylogii, o których innym razem.

„Problem trzech ciał” to nie płytka nawalanka. Dywagacje na temat koncepcji von Neumanna, Arystotelesa, Kopernika czy Newtona wewnątrz trójwymiarowej gry pełniącej rolę symulacji kolejnych upadających i powstających cywilizacji Trisolarian. Pomysły na zatrzymanie rozwoju fizyki teoretycznej. Rozłożenie protonu z cząsteczki o jedenastu wymiarach do zajmującej tylko trzy wymiary gargantuicznej sfery, a następnie nadrukowanie nań układów scalonych, by stworzyć ogromny komputer ze sztuczną inteligencją, ponowne złożenie do 11 wymiarów i wysłanie takiego superkomputera z prędkością światła na Ziemię. Sami powiedzcie, czy to nie jest joga dla wyobraźni?

Nowatorskie wyobrażenie pierwszego kontaktu i inwazji kosmitów może mieć dla niektórych czytelników słabe punkty. Coś będzie dla kogoś trudne do wyobrażenia, innemu będzie się dłużyć. Czasami możecie się podrapać po głowie, myśląc: „niemożliwe, by ktoś tak postąpił”. Warto jednak oddać się lekturze, choćby po to, by poznać fantastykę naukową z punktu widzenia przedstawiciela najliczniejszego narodu świata. Jego spojrzenie, narracja i prowadzenie historii w połączeniu z poświęceniem uwagi detalom, może się kojarzyć z twórczością Lema. Z pewnością zakorzenienie we wschodniej kulturze przydaje „Problemowi trzech ciał” innego wymiaru. Konflikt dwóch kosmicznych cywilizacji ma w sobie tragizm nieuniknionej, odwiecznej walki o przeżycie, gdzie nie ma hobbitów i orków, kowbojów i Indian, republiki i imperium. W obliczu zagłady traci sens wyrastająca z chrześcijańskich tradycji optyka dobra i zła, moralności czy racji. A może nie? Kiedy chodzi o przeżycie, wszystkie chwyty są dozwolone.

Jeśli dotarliście aż tutaj, to przebrnęliście przez kilka zdradzonych powyżej niespodzianek fabuły „Problemu trzech ciał”. Nie martwcie się, ponieważ druga część niesie jeszcze więcej niespodzianek, a trzecia zaskakuje po raz kolejny, nie tylko zwrotami akcji, ale też niesamowitą głębią smutku. O tym jednak w kolejnych artykułach… Tymczasem zachęcam gorąco do zapoznania się z daniem zaserwowanym przez wyobraźnię Cixin Liu.