Europejczycy nieprzypadkowo podbili świat. Recenzja książki „Strzelby, zarazki, maszyny”.

Jared Diamond pojawił się już u mnie przy okazji recenzji książki „Trzeci szympans”. W czternastym rozdziale tamtego dzieła poruszył kwestię ekspansji Europejczyków na inne kontynenty, stwierdzając, że nie wynikała ona ze specjalnych predyspozycji białego człowieka, a wyłącznie z korzystnych uwarunkowań geograficznych, które przez dziesiątki tysięcy lat skumulowały się w postaci miażdżącej przewagi technologicznej. „Strzelby, zarazki, maszyny” to bardzo obszerna synteza wiedzy naukowej z wielu dziedzin, będąca w zasadzie rozszerzeniem owego rozdziału, ale i wyczerpującym wyjaśnieniem tezy w nim postawionej. Dlaczego to biali ludzie z Europy podbili obie Ameryki, Afrykę i Australię, a nie Indianie albo Aborygeni Europę?

Autor wymienia wszystkie przewagi Europejczyków: technologie, broń, zarazki, pismo, państwowość; a następnie rozdział po rozdziale uzasadnia, jak geografia wpłynęła na organizację społeczną na różnych kontynentach i dlaczego to w Eurazji powstało najwięcej wynalazków i najsilniejsze państwa. Na różnice w organizacji społeczeństw wpływają następujące czynniki geograficzne: klimat, zasoby morskie, oraz typ, powierzchnia, fragmentacja i izolacja terenu.

Największym dopalaczem rozwoju cywilizacyjnego zbiorowości ludzkich było według Diamonda przejście na produkcję żywności. Tutaj wiele zależało właśnie od szczęścia, czyli położenia geograficznego, ponieważ w różnych częściach świata inaczej wyglądał koszyk potencjalnych roślin uprawnych i zwierząt hodowlanych. Z czternastu wielkich udomowionych zwierząt, aż dwanaście, w tym najważniejszą piątkę (krowa, świnia, owca, koza i koń), udomowiono w Eurazji. Południowoamerykańskie lama i alpaka nijak nie nadawały się ani do ujeżdżania, ani do roli zwierząt pociągowych, w Ameryce Północnej dzikie konie wyginęły mniej więcej w czasie pojawienia się na tym kontynencie pierwszych ludzi, za to w Afryce nie było wielkich zwierząt nadających się do oswojenia. Podobną przewagę mieszkańcom Eurazji dawał koszyk roślin uprawnych. Diamond wyjaśnia również, jakie cechy muszą mieć dzikie zwierzęta, aby dały się udomowić i aby warto je było udomawiać. No bo dlaczego Afrykanie nie udomowili zebry? Lud Bantu na nosorożcach rozniósłby Cesarstwo Rzymskie! Dieta roślinna, szybki wzrost, chęć rozmnażania się w niewoli, dobre usposobienie, spokojne nastawienie i hierarchiczna struktura społeczna. Bardzo niewiele dużych ssaków spełnia wszystkie te warunki, dlatego nie powiodło się wiele prób oswojenia, również współczesnych.

Rozumowanie autora dosyć logicznie zakłada, że zbiorowości zbieracko-łowieckie doskonale znały całą lokalną florę i faunę (czego dowody widział choćby na Nowej Gwinei), w związku z czym na wszystkich szerokościach geograficznych musiano dokonywać prób udomowienia. Potwierdzają to badania archeologiczne stwierdzające niezależne powstanie produkcji żywności w Żyznym Półksiężycu, Chinach, Mezoameryce, Andach i na terenie dzisiejszych wschodnich USA, a także sugerujące kilka dodatkowych miejsc wynalezienia rolnictwa: Sahel, Afrykę Zachodnią, Etiopię i Nową Gwineę. Analizując dostępne w różnych częściach globu rośliny, autor dochodzi do wniosku, że jedyny pełnowartościowy koszyk potencjalnych upraw istniał w Eurazji. Chodzi tu o mieszaninę roślin dostarczających białka, węglowodanów i innych składników pokarmowych, tak aby można było w pełni zrezygnować ze zbieractwa. To w Eurazji przejście od zbieractwa-łowiectwa do rolnictwa miało najwięcej sensu i odbywało się przy największym sprzężeniu zwrotnym dodatnim. Na przykład Nowa Gwinea miała tylko warzywa i owoce, ale brakowało tam zbóż i dużych zwierząt, natomiast na terenach dzisiejszych wschodnich Stanów Zjednoczonych do wykorzystania nadawały się wyłącznie cztery gatunki roślin uprawnych, co skutkowało niekompletną dietą i przymusem zbieractwa.

Ośrodki, w których wynaleziono produkcję żywności.

Za dodatkowy czynnik sprzyjający szerzeniu się rewolucji rolniczej autor uważa euroazjatycką oś wschód-zachód. W przeciwieństwie do Ameryk i Afryki, gdzie osie północ-południe poprzez istnienie wielu stref klimatycznych uniemożliwiały transfer udomowionych roślin, a poprzez naturalne przeszkody (Sahara, Amazonia itd) drastycznie spowalniały wymianę technologii, eurazjatycka oś wschód-zachód ze swoim stosunkowo podobnym klimatem umożliwiała szybkie rozprzestrzenianie się rewolucji agrarnej oraz błyskawiczny transfer technologii. Już dwa tysiące lat temu uprawy wywodzące się z Żyznego Półksiężyca były podstawą produkcji żywności od Irlandii po Japonię.

Dla autora to właśnie produkcja żywności stoi za całym rozwojem cywilizacyjnym Europy i Azji. Tu również można wyraźnie stwierdzić sprzężenie zwrotne dodatnie: produkcja żywności prowadzi do wzrostu populacji, wzrost populacji wymaga lepszej organizacji (państwowość), większej liczby specjalistów i lepszej wymiany informacji (pismo), ale też wzmaga konkurencję między państwami (broń, technologie), a na koniec w wyniku bliskich relacji z udomowionymi zwierzętami i dużego zagęszczenia ludności sprzyja transferowi chorobotwórczych drobnoustrojów, ale też pośrednio wymusza ewolucyjne budowanie na nie odporności. To przecież europejskie choroby zdziesiątkowały Indian — w sto lat zmniejszając populację Azteków z 20 milionów do 1,6 miliona w 1618 roku.

Osie Ameryk i Afryki rozciągają te kontynenty przez wiele skrajnych stref klimatycznych, podczas gdy eurazjatycka oś wschód-zachód umożliwiała rozprzestrzenianie się roślin uprawnych poprzez masę lądu w podobnych do siebie strefach klimatycznych.

Z książki dowiecie się też o historii pisma, które powstało niezależnie przynajmniej w dwóch miejscach na Ziemi, o rozwoju zbiorowości ludzkich od band przez plemiona do państw, a także o adopcji wynalazków i nowych technologii. Przykładowo kołu, wynalezionemu niezależnie nad Morzem Czarnym oraz w Mezoameryce, w tym drugim miejscu zabrakło zwierząt pociągowych, aby stało się czymś więcej niż częścią zabawek dla dzieci — od lam i alpak oddzielał je Przesmyk Panamski i Amazonia. Diamond wyraźnie zaznacza, że to nie potrzeba jest matką wynalazku, ale często potrzebę dopiero się do wynalazku wymyśla. Jako przykłady podaje fonograf (z założenia miał służyć do notatek głosowych, nauki i pierwszych audiobooków, a zrobił rewolucję w muzyce) i silnik parowy (miał odpompowywać wodę z kopalni). Porusza też temat druku, po raz pierwszy wynalezionego około 1650 roku p.n.e. na Krecie (dysk z Fajstos), który potrzebował wielu innych wynalazków i uwarunkowań społeczno-gospodarczych, aby zostać zaadoptowanym szeroko dopiero w czasach Gutenberga. Nie tylko czterech czynników adopcji technologii: wartości ekonomicznej, wartości społeczno-kulturowej, zgodności ze społecznymi zainteresowaniami i obserwowalnej korzyści; ale druk potrzebował też wynalazku prasy do tłoczenia oleju, papieru, kilku stopów metali, tuszu itd. Diamond przekonująco argumentuje, że liczba wynalazców zależy od liczebności populacji, oraz wolnego czasu i redystrybucji dóbr, czyli od efektów trwającej tysiące lat produkcji żywności, a konkretniej od pozytywnego sprzężenia zwrotnego między produkcją żywności, przyrostem populacji a rozwojem technologicznym.

Wszystko zależało od produkcji żywności, a ta od geografii. Nie wyjątkowa inteligencja białego człowieka umożliwiła mu zawojowanie świata, a dziesiątki tysiącleci przewagi życia na największym i najkorzystniejszym geograficznie lądzie planety.

W dalszej części książki autor porównuje zbiór omówionych czynników na każdym kontynencie, przykładając je do Aborygenów, mieszkańców Nowej Gwinei, do obu Ameryk i Afryki. Wykazuje, że Australia i Nowa Gwinea nie rozwinęły państwowości z powodu uwarunkowań geograficznych, zaś Afryka i Ameryki były niejako upośledzone typem, fragmentacją i izolacją niektórych terenów, oraz osią północ-południe. Poświęca też więcej czasu Afryce, prostując błędne spojrzenie Europejczyków na nomen omen „czarny ląd”, wyjaśniając, że Afrykę zamieszkuje pięć różnych ras ludzi: biali nad Morzem Śródziemnym, czarni w Kongo i Sahelu, Pigmeje, ludy Khoisan i potomkowie Austronezyjczyków na Madagaskarze. Diamond wykorzystuje lingwistykę do prześledzenia ekspansji ludów Bantu i ograniczenia Khoisan i Pigmejów do niewielkich wysepek na kontynencie. Wymienia też masę wynalazków, które powstały na afrykańskiej ziemi wcześniej niż w Eurazji, a powodów dla europejskiego podboju Afryki (zamiast czegoś odwrotnego) upatruje w geograficznej izolacji lądu na południe od Sahary.

Diamond postuluje na koniec, aby historię ludzkości uznać za pełnoprawną dziedzinę nauki, aczkolwiek wykorzystującą nieco inną metodę naukową — zamiast eksperymentu i analizy, historia posługuje się analogią, statystyką i syntezą innych nauk, zamiast wyizolowanych układów, historia bada ogromne systemy złożone, na które wpłynąć może wielki ruch (nowa religia, filozofia, moda), albo wypadek jednego człowieka (gdyby Hitler nie przeżył zderzenia z ciężarówką).

Książka „Strzelby, zarazki, maszyny” wywarła na mnie ogromne wrażenie. Została opublikowana w 1997 roku, zatem czytając ją, warto pamiętać, że znacznie poszerzył się nasz zakres wiedzy o prehistorii człowieka. Na przykład Diamond umieszcza najwcześniejsze prymitywne łodzie Europy trzynaście tysięcy lat temu, a tymczasem najnowsze badania sugerują, że niektóre wyspy Morza Śródziemnego zostały zasiedlone drogą morską już 130 tysięcy lat temu. Podobnie jego wiedza o Neandertalczykach opiera się na nieaktualnym stanie badawczym. Od wydania jego książki dowiedzieliśmy się o tym, że Homo Neanderthalensis polował na wieloryby, mówił, tworzył narzędzia i sztukę, nie tak bardzo różniąc się kulturowo od współczesnych mu Homo Sapiens. Jako że nie jestem ekspertem z wielu dziedzin nauki, do których sięga autor, trudno mi przesądzić, czy gdzieś się nie myli albo nie nagina faktów. Jednakże pobieżny research potwierdza wiele przytoczonych w książce faktów (wielkie udomowione zwierzęta, języki afrykańskie, ekspansja astronezyjczyków na wyspach Oceanu Spokojnego itd). Podsumowując, jest to kolejna pozycja, którą zdecydowanie warto przeczytać i mieć na półce. Z pewnością da wam do myślenia i da nowe spojrzenie zarówno na historię, jak i geografię. Być może podobnie do mnie pomyślicie o pierwszych osadnikach, którzy docierając do Ameryki kilkanaście tysięcy lat temu, odkrywając tę krainę mlekiem i miodem płynącą, nie zdawali sobie sprawy, że skazują na zagładę z rąk braci z Europy miliony swych potomków. A być może pomyślicie o czymś innym. W każdym razie bierzcie i czytajcie, nie stracicie.

Poniżej znajdziecie linki z książką po polsku (jeśli nic się nie wyświetla, to znaczy, że książka jest niedostępna):

Poniżej znajdziecie linki z książką po angielsku (jeśli nic się nie wyświetla, to znaczy, że książka jest niedostępna):

Link do sklepu Amazon, gdzie kupicie zarówno audiobook, jak i wersję na Kindle po angielsku.


Zdjęcie wyróżniające wpis to zrzut ekranu z programu telewizyjnego „Guns, germs and steel”, w którym wystąpił autor książki. Pozostałe zdjęcia pochodzą z oryginalnego wydania. Ja słuchałem audiobooka z Amazonu, a jeśli chodzi o język polski, to pozostaje mieć nadzieję na wznowienie wydania przez Prószyński i Ska.