Sandomierska nostalgia — recenzja „Ucha igielnego”

Po książkę Wiesława Myśliwskiego sięgnąłem podczas ubiegłorocznej akcji CzytajPL, jednak dopiero w tym roku zdołałem znaleźć czas, aby doczytać „Ucho igielne” do końca. Warto było.

Myśliwski pisze o starości i młodości, o czasach minionych i obecnych, o ludziach, których zabrakło w sensie szerokim, ogólnym, ale też w wymiarze osobistym. Wszystko to miesza się w pełnym symboli sosie opowieści o mężczyźnie, który przez całe życie tęskni za utraconą miłością.

W dzieciństwie gdy się coś wryje w pamięć, nigdy już tej pamięci nie opuści. Człowiek odkrywając swoją obecność na świecie, jeszcze się wszystkiemu dziwi, a zdziwienie to korzeń pamięci. Niestety, wraz z latami korzeń usycha, tak że w końcu nic nas już nie dziwi.

„Ucho igielne” Wiesław Myśliwski

Jest tu wszystko. Młodość próbująca zdobyć wiedzę, kiedy starość baluje z żalu za młodością zmarnowaną na zdobywaniu wiedzy. Trzy wiedźmy: starucha, matka i córka, a każda z nich na swój sposób pragnąca bliskości mężczyzny. Wspomnienia z dzieciństwa i wojny, z ubogich czasów studenckich, wspomnienia napotkanych w życiu ludzi, a wreszcie świadomość, że wspomnienia to wyłącznie miraże na pustyni starości.

Starość unieważnia tę naszą młodość, zamieniając nieraz i urazy w tęsknotę.

„Ucho igielne” Wiesław Myśliwski

Tak jak geograficznym i symbolicznym punktem odniesienia dla bohatera jest słynne sandomierskie Ucho Igielne, tak kompas tęsknoty wskazuje mu nieustannie dawną miłość… Dziewczynę, która pewnego dnia nie pojawiła się, gdzie miała się pojawić. Dziewczynę, która nagle zniknęła, ale może jeszcze wróci? Czy jeszcze kiedyś ją spotka?

Tęsknota to główna przyprawa tej opowieści. Za młodością, miłością, dawnymi czasami, ludźmi, którzy odeszli, za przerwanymi nićmi pamięci, czasu, kultury, przyjaźni. Tęsknota patrzy na czytelnika oczyma psa Mieszka, wypływa z dawnej dzikiej, zielonej doliny, narasta ze śmiercią kolejnych bliskich osób. Bohater z wiekiem coraz bardziej broni się przed nostalgicznymi powrotami, czy to dosłownymi, czy metaforycznymi w świat wspomnień, bo tak jak w realnym świecie wszystko ogniskuje Ucho Igielne, tak w jego głowie wszystkie drogi prowadzą do wspomnienia dnia, kiedy ta ukochana dziewczyna miała iść przez miasto, a już więcej jej nie zobaczył. Pod tym całym życiowym bagażem autor przemyca jeszcze jedną, subtelną, niemal nieuświadomioną, głęboko w duchu zakopaną tęsknotę za ludem, który towarzyszył Polakom przez stulecia i tak nagle zniknął. Wyrwany z naszego wspólnego domu niczym ta młoda dziewczyna z życia bohatera.

Och, nie wie pan, jak trudno się znosi samotność. W młodości jakoś łatwiej było. Miało się rzesze znajomych. Teraz garstka została. Nie tylko poumierali, powynosili się gdzieś, pozmieniali miasta, powyjeżdżali za granicę i tam już zostali. W pewnym wieku gdy się człowiek rozejrzy, nie chce uwierzyć, że tyle wyrw wokół niego powstało.

„Ucho igielne” Wiesław Myśliwski

Po nikim tak człowiek nie widzi dokładnie starości, jak po starzejących się ojcu, matce. To starość, która nas boli, z którą współcierpimy, na którą jesteśmy skazani, aby się w niej przeglądać i odnajdywać siebie. Może to dzięki ich starości przyzwyczajamy się i do własnej i z większym zrozumieniem ją znosimy.

„Ucho igielne” Wiesław Myśliwski

Wybierzcie się na spacer ulicami Sandomierza. Przejdźcie obok starej synagogi, zejdźcie po schodach, przez Ucho Igielne, do tej dawnej dzikiej, zielonej doliny. Takich książek brakowało mi w polskiej literaturze. Książek, które uwierają w duszę, ale nie można przestać czytać, bo rezonują z naszymi odczuciami, rozpoznajemy to uwieranie duszy, tę mieszaninę nostalgii z „Nueva Cinema Paradiso” i „La grande bellezza”. Tak czytało mi się Remarque’a, tak maluje słowem Robert Seethaler, do tego poziomu podchodzi Jakub Małecki. Na pewno sięgnę po kolejne książki Myśliwskiego, a tymczasem polecam „Ucho igielne”.


Zdjęcie: Danuta B. / fotopolska.eu [CC BY-SA (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)]