Przemyślenia po lekturze „Radium girls”.

Historia nauczycielką życia. Sto lat temu w miasteczku Orange w New Jersey młodziutkie dziewczęta miały za sobą już dwa lata malowania tarcz zegarków nową, wspaniałą, świecącą w ciemności farbą. Powiedziano im, że farba jest zupełnie nieszkodliwa. Wtedy nie wiedziały jeszcze, że niedługo zaczną umierać. Wyrównywały ustami wielbłądzią sierść w cieniutkich pędzelkach, maczały w farbie, malowały i znów wyrównywały. Farba była radioaktywna. Świeciła dzięki zawartości radu. Dziś podsumowuję sobie lekturę „Radium Girls” Kate Moore.

Kiedy praca zabija.

„Radium girls” opowiada historię dziewcząt zatrudnionych w studiach firm United States Radium Corporation oraz Radium Dial. Z ich punktu widzenia dowiadujemy się, jak szczęśliwe były dorwaszy pracę o wynagrodzeniu trzykrotnie przewyższającym średnie zarobki. Młode i pełne energii panny. Śledzimy je, kiedy, niczym świetliste anioły wieczornego miasta, umorusane luminescencyjną farbą idą na tańce. Obserwujemy pięknie naturalną radość zakładania rodzin. Pierwsze objawy nie zakłócają nikomu pogody ducha. Ot, Mollie Maggia ma ból zęba, wielka mi rzecz. Inna dziewczyna zaczyna kuleć, jeszcze innej robi się dziwny pryszcz i nie chce zniknąć.

Mollie Maggia zmarła pierwsza. Rana po wyrwanym zębie nie chciała się zagoić. Kolejne ekstrakcje, smród gnijącej szczęki, bolesna, nie zasłużona śmierć i niesprawiedliwa diagnoza – syfilis.

Emocjonalna i w stu procentach prawdziwa opowieść pokazuje, ile czasu zajęło lekarzom połączenie kropek. Rad był wtedy uznawany za leczniczy, a badania sugerujące jego szkodliwość były wypierane badaniami finansowanymi przez radowy biznes. Kiedy wreszcie ktoś ustalił, że za kolejne zgodny odpowiada pierwiastek promnieniotwórczy, przedsiębiorstwa nie chciały wypłacać odszkodowań. Czytamy zatem o dwóch bataliach prawnych, o lekarzach w kieszeni biznesu, o przeszkodach niedoskonałego prawa pracy, o sympatii mediów i o wrogości lokalnych społeczności, które broniły hojnych pracodawców w czasach Wielkiego Kryzysu.

Poprzez prawne, finansowe i zdrowotne zasieki przedzierają się dziewczęta, które zamiast w dojrzałe kobiety przekształcają się w zombie. Przyjmowały śladowe ilości radu, ale latami, dzień w dzień, a rad nigdy nie opuszcza organizmu, gdyż gromadzi się kościach. Zakumulowany niszczy organizm od środka promieniowaniem gamma. Dzień w dzień, aż do bolesnej śmierci. Umierające, niknące w oczach, pełne bólu kobiety walczą, wciąż na przekór światu utrzymując resztkami sił pogodę ducha i nadzieję. O co walczą? O godność. O sprawiedliwość. O los swoich rodzin. O prawdę.

Przegrywają, umierają, walczą dalej. I wygrywają.

Konsekwencje walki.

Heroiczne starcie z korporacjami zakończyło się ostatecznie sukcesem. Choć dla wielu radowych dziewcząt było już za późno, to przynajmniej uzyskały oczyszczenie reputacji, jak Molly Maggia, której luminescencyjne kości po ekshumacji wykluczyły kiłę jako przyczynę zgonu. Wygrane pieniądze nigdy nie zwrócą zdrowia, ani nie oddadzą życia, jednakże kobiety znalazły głębszy sens swych poczynań.

W wyniku sprawy Radium Girls powstały precedensy prawne zwiększające bezpieczeństwo pracowników przemysłowych. Naukę płynącą z całej epopei uwzględniono w nowym prawie pracowniczy, między innymi poszerzając definicję chorób zawodowych. To ponoć dzięki aferze radowej zadbano, jak należy, o warunki pracowników projektu Manhattan. Tak twierdzi autorka.

Z drugiej strony wciąż istnieje grupa ludzi w branży nazywana atomowymi cyganami, nuklearnymi nomadami, bio-robotami, gamma gąbkami, nuklearnymi samurajami itd (bio-roboty znacie z miniserii „Chernobyl”, a pamiętacie o Fukushima 50?). Nazywa się ich również skoczkami, bo kiedy przyjmą maksymalną dozę promieniowania w jednym miejscu, ruszają do nowej elektrowni/katastrofy, by tam przyjąć kolejną maksymalną dawkę radiacji. Branża wie i milczy, bo ktoś musi odwalić brudną robotę.

Przemyślenia po lekturze.

Na początku dwudziestego wieku mieszkańcy co bardziej rozwiniętych krajów bombardowani byli szkodliwymi substancjami. Powszechne użycie tytoniu (zwiększone ryzyko demencji, pogorszenia pamięci i zdolności poznawczych, oraz zmniejszenia rozmiaru mózgu), zastosowanie ołowiu w farbach (ołów odpowiedzialny jest za trudności w uczeniu się, opóźnienia rozwojowe, obniżenie inteligencji, rozumowania niewerbalnego, pogorszenie pamięci krótkotrwałej, problemy ze skupieniem i czytaniem, gorszą regulację emocjonalną i zaangażowanie społeczne [sic!]), leczenie morfiną bólu ząbkowania, kokaina jako składnik Coca Coli przez dwadzieścia lat, leczenie syfilisu rtęcią, pseudolecznicze dodawanie radu do wody (Radithor) i past do zębów, kokaina na ból zęba, heroina na kaszel. Nie, nie żartuję. Ach, i jeszcze masowo produkowany azbest.

Część z tych substancji okazała się truciznami, część narkotykami. Nie zawsze szkodliwość była oczywista — żeby odczuć skutki palenia papierosów, potrzeba lat uzależnienia.

Należy tu poczynić kilka obserwacji.

Po pierwsze, niekontrolowany rynek też może być zbrodniczy. Przedstawiciele korporacji działają z przekonaniem o dobrym wykonywaniu obowiązku ochrony firmy, w efekcie niejednokrotnie stawiając jej dobro ponad wartości humanitarne. Po drugie, nic dziwnego, że w dwudziestym wieku ludzkość oszalała. Dzieci masowo rodziły się z w rodzinach palących papierosy, pijących alkohol, zatrutych ołowiem i nieświadomie uzależnionych od morfiny/kokainy/heroiny. Dodajmy kryzys finansowy i rzeźnia gotowa. Po trzecie, ostrożnie z nowościami: długoterminowy wpływ na zdrowie smartfonów, technologii bezprzewodowych i innych poznamy dopiero za wiele lat. Po czwarte, przyglądać się finansowaniu badań naukowych. W czasach radowych dziewcząt rezultaty badań nad wpływem radu na zdrowie były podzielone, połowa wykazywała negatywne efekty, a druga połowa była finansowana przez biznes radowy. To daje do myślenia w przypadkach wielkich koncernów jak Monsanto czy Unilever, ale także w kwestii badań nad wpływem na nasze zdrowie nowych technologii. Po piąte, nigdy nie rezygnujmy z kontroli korporacji. To ostatnie tyczy się banków, koncernów farmaceutycznych, gigantów technologicznych etc, etc. Im większe pieniądze do stracenia, tym większa pokusa by korumpować, kupować polityków, badania, lekarzy, media….

Wracając do książki.

Całą historię Radium Girls poznacie w skrócie z artykułu w Wikipedii. Książka wzbogaca ją o szczegóły z życia pokrzywdzonych kobiet, wszystkie dowody na świadomie okrutną politykę korporacji (od braku zabezpieczeń dla malujących tarcze, przez opłacanie lekarzy, po publikację kłamliwych reklam i zmanipulowanych badań). Wyjaśnia też, dlaczego tak trudno było lekarzom odkryć przyczyny tak różnych symptomów, jakie uwarunkowania prawne stały na przeszkodzie odszkodowaniom i tak dalej.

Jeśli interesuje was ta historia, to sięgnijcie po „Radium Girls”. Na zawsze zapamiętacie przynajmniej te imiona: Mollie Maggia (pierwsza, która zmarła na wskutek pracy dla USRC), Grace Fryer (siła napędowa procesu dziewczyn z New Jersey przeciw USRC), Catherine Wolfe Donohue (najsłynniejsza z dziewczyn walczących z Radium Dial w Ottawie, Illinois), „Peg” Looney (sami sprawdźcie dlaczego).