Patrzyli na książkę, a widzieli tylko obrazki. Recenzja „Pierwszych znaków”.

Gdzie informacja, tam komunikacja. Wszystkie zwierzęta przekazują informacje. Tańczące pszczoły, mrówki zostawiające ślady zapachowe, psy merdające ogonami, czy wreszcie uśmiechający się człowiek. Ba, nawet rośliny komunikują się z innymi roślinami, z owadami itd. Gdzie komunikacja, tam język. Swego rodzaju kod zrozumiały dla nadawcy i odbiorcy. Mowa ciała to przecież język ciała. Rozłożony ogon pawia, znak moczu psa, śpiew ptaka. Ludzkie metody komunikacji wykorzystują obecnie wszelkie możliwe kody rozpoznawalne organoleptycznie: słuchowe (mowa, muzyka itd.), wzrokowe (gesty, mimika, sygnalizacja świetlna, memy itd.), węchowe (np. perfumy), dotykowe (np. alfabet Braille’a) oraz w bardziej subtelny sposób smakowe (tradycyjne przyprawy, słodkie prezenty itd.). Mamy jednakże coś specjalnego: pismo. Skąd się wzięło?

Skąd się wziął język i pismo?

Genevieve von Petzinger, paleoantropolog i badaczka sztuki jaskiniowej, zauważyła pewną prawidłowość. Otóż, kiedy naukowcy z jej dziedziny skupiali się na przepięknych malowidłach naskalnych, bo to one przyciągały największą uwagę mediów i sponsorów, bardzo niewielu choćby skatalogowało pozostawione przez naszych dawnych przodków proste znaki. Jednocześnie spostrzegła, że historia ludzkiego pisma zaczyna się nagle cztery tysiące lat temu w Mezopotamii. Czy pismo pojawiło się znikąd? Czy może ewolucja prowadząca do powstania sumeryjskiego Gilgamesza rozpoczęła się dużo wcześniej? Wreszcie, czy malowidła i znaki w jaskiniach europejskich stanowią przełom, czy wyłącznie kontynuację procesu zapoczątkowanego jeszcze wcześniej w Afryce? Fascynujące pytania.

Autorka zebrała chyba wszelkie możliwe badania i teorie dotyczące rozwoju kulturowego naszych praprzodków. Do tego odwiedziła wiele jaskiń, aby dokonać czegoś, czego nikt przed nią nawet nie próbował, zgromadzić bazę danych wszystkich geometrycznych znaków i przeprowadzić ich analizę porównawczą.

„Pierwsze znaki” wskazują dowody na myślenie symboliczne już wśród homo heidelbergensis: datowane na 400 tysięcy lat temu miejsca pochówku w hiszpańskiej Sima de los Huesos, mającą przynajmniej 260 tysięcy lat tendencję wyboru specyficznego koloru ochry do ozdabiania ciała w Zambii, celowo wyryte kształty w figurce z Berekhat Ram sprzed 230 tysięcy lat. Choć autorka przyznaje, że przeprowadzenie podobnych czynności nie wymaga jeszcze istnienia języka, to jest już zaczątkiem myślenia, z którym możemy się trochę identyfikować.

Kultura, sztuka i nauka są starsze niż sądzicie.

Około 160 tysięcy lat temu ludzie zaczęli obróbkę cieplną ochry, aby przyciemnić jej odcień (dowody znaleziono w jaskini Pinnacle Point 13B), robili tak przez kilkadziesiąt tysięcy lat, aż sto tysięcy lat temu umieli już nadać ochrze dowolny wybrany kolor: od karmazynowego po głęboko brązowy. Według autorki decyzje dotyczące odcienia ochry mogły być uwarunkowane kulturowo. To nie wszystko. Właśnie w Pinnacle Point 13B znaleziono dwa kawałki ochry, z których jeden miał trzy nacięcia na krawędzi, a drugi w pojedynczy szewron (kształt litery V). To oznacza, że najstarsze znaki graficzne wykonane ręką człowieka mają około 100 tysięcy lat.

Dzięki ceramicznym odkryciom znalezionym na stanowiskach w Pavlov i Dolní Věstonice (Czechy) oraz odkryciu fragmentów sznurka lnianego w jaskini Dzudzuana (Gruzja. Ponad 800 fragmentów włókna lnianego zachowało się w wyjątkowo suchych warunkach. Najstarszy fragment datowano na ponad 36 tysięcy lat.) wiemy, że wytwarzanie sznurów jest starsze, niż dotąd podejrzewano. Otóż na ceramicznych znaleziskach z Czech zidentyfikowano odciski palców, które utrwaliły się na zawsze wraz z wypalaniem gliny. Odkryto też coś zupełnie nowego, 36 różnych wzorów odciśniętych i utrwalonych w glinianych naczyniach. Musiały zostać przetransferowane poprzez dotyk na jeszcze wilgotną powierzchnię naczyń. Odciski te zbadano i ustalono, że prawie trzydzieści tysięcy lat temu ludzie używali sznurków, dratew, płócien (wymagających użycia krosna z listwami lub kijami tkackimi), koszy i sieci. Niemal 30000 lat temu te techniki były doprowadzone do perfekcji jak na ówczesne możliwości. Domyślacie się, że w związku z tym musiały powstać w jakichś prymitywnych formach dużo wcześniej.

W trakcie powstawania książki w Europie znanych było 368 stanowisk z malowidłami naskalnymi, datowanych na różne okresy między 40800 a 10000 lat temu. Ciągle odkrywane są nowe stanowiska. Gdzie sztuka, tam nauka. Jeśli zajmujecie się farbami, to możecie wiedzieć, że składają się one z substancji barwiących, spoiw, wypełniaczy oraz rozpuszczalników. Po co substancja barwiąca i rozpuszczalnik nie trzeba chyba tłumaczyć, natomiast spoiwa to substancje błonotwórcze, dzięki którym powstają warstwy farby, zaś wypełniacze zwiększają przyczepność do podłoża. Nie mieliście o tym pojęcia? To tym bardziej powinniście docenić ludzi żyjących czterdzieści tysięcy lat temu. Otóż przeanalizowano skład farb na stanowiskach we Francji i Hiszpanii i odkryto, że jako spoiw używano najczęściej wody i tłuszczu zwierzęcego, ale także białka jaj, moczu, mleka lub krwi, a rolę wypełniaczy spełniał talk, skaleń, biotyt i glina, a nawet kwarc. Każdy z tych składników trochę inaczej wpływa na efekt po położeniu farby. Oczywiście pigmentem była znana w tamtym czasie od ponad stu tysięcy lat (!!) ochra, lub węgiel drzewny.

Tak zaawansowanej technologii nie da się osiągnąć bez istnienia języka, choćby prymitywnego.

Zapomniane znaki

Pablo Picasso, patrząc na malowidła we francuskiej jaskini Lascaux, powiedział: „Niczego żeśmy nie wynaleźli”. Cała dzisiejsza sztuka wywodzi się z tej wytworzonej w epoce lodowcowej. Autorka przekonuje o jaskiniowym mistrzostwie stojącym na równi ze zdolnościami współczesnych artystów. Poza małą grupą koślawców, zacieków, czy źle zmieszanej farby, większość grawerunków ryta była bezbłędnie doświadczonymi dłońmi, a większość malunków nie ustępuje pod względem artystycznej wiedzy i kunsztu dzisiejszym czasom.

Te pierwotne cuda kreatywności w istocie tak zachwyciły pierwszych badaczy, że zupełnie zignorowali masę geometrycznych znaków przewyższającą stosunkiem minimum dwa do jednego rysunki postaci ludzkich i zwierząt. Tysiące znaków i zero poświęconej im uwagi. Część badaczy wątpiło w jakiekolwiek znaczenie znaków geometrycznych, Henri Breuil uważał je za „pasożytnicze linie” szpecące obrazy zwierząt i pomijał je w szkicach i zestawieniach, jeszcze inni brali je za ozdoby lub po prostu bezmyślne bazgroły. W latach sześćdziesiątych pojawił się nawet oszołom (André Leroi-Gourhan) twierdzący, że wszystko w sztuce naskalnej musi być albo żeńskie, albo męskie, więc wszystkie konie, linie proste i kąty kojarzyły mu się z fiutkami, a krowy, krzywe i krągłości z kuciapkami. Ach, ta rewolucja seksualna, te narkotyki. W rezultacie przez trzydzieści lat myślano w podobny sposób, a ostatecznie okazało się, że nikt porządnie abstrakcyjnych znaków geometrycznych nie zbadał.

Wreszcie Genevieve von Petzinger objechała europejskie jaskinie i otwarte stanowiska skalne, zebrała wszystkie znaki w wielką bazę danych i odkryła, że jest ich zaledwie… 32.

Problem z interpretacją

Część znaków pojawia się na całym kontynencie, część występuje lokalnie, lub w szczególnych okresach. Tu zaczyna się wielka podróż w poszukiwaniu znaczenia. Ma owa podróż wartość sama w sobie, ponieważ poznamy wiele potencjalnych interpretacji, jednakże nie spodziewajcie się ostatecznych wniosków. Niestety prawdopodobnie nigdy nie poznamy znaczenia, jakie nasi dalecy przodkowie nadali owym symbolom.

Co oznaczają nacięcia na elementach naszyjnika z jelenich zębów? Zapis wędrówki? Przypominajki ważnych etapów opowieści? Trofea?

Wyobraźcie sobie, że nigdy nie słyszeliście o Japonii i języku japońskim. Znaleźliście książkę z przepięknymi rycinami na co drugiej stronie. Najpierw w olśnieniu podziwiacie zachwycające obrazki. Po jakimś czasie orientujecie się, że pozostałe strony zapisano w dziwne krzaczki — może to ozdobniki, może bazgroły, jeden z was dzieli je według skojarzeń seksualnych (facepalm dla Leroi-Gourhan)… W końcu jednak dociera do was, że patrzycie na książkę, a macie takowe u siebie, zatem krzaczki muszą być jakiegoś rodzaju pismem. Tylko co oznaczają? W jakim są języku? Czy to litery, symbole całych wyrazów, zdań? Jak je czytać? Następnie zdajecie sobie sprawę, że wolumin może być księgą religijną, handlową, kodeksem prawnym, dokumentem, powieścią, poematem, instrukcją obsługi…

Można rzec, że naukowcy są na tym ostatnim etapie i wreszcie zdali sobie sprawę, że paleolityczne znaki geometryczne musiały coś oznaczać. (No halo, słowo „znak” jest chyba jakąś sugestią?). W istocie czasami mogą reprezentować pobliską cechę terenu, a nawet służyć za coś w rodzaju mapy, czasami mogą być odwzorowaniem zjawisk entoptycznych powstałych w wyniku szamańskiego transu, czasami będą po prostu zabawą dzieci, albo czymś w rodzaju herbu danego plemienia… Prawdopodobnie owe symbole w zależności od miejsca, czasu i kontekstu bywały tym wszystkim.

Narysujcie krzyż z dwóch prostych kresek i spróbujcie zgadnąć, co oznacza. Litera „t”? Miecz? Gwiazda? Skrzyżowanie dróg? Symbol religijny? Zaznaczenie miejsca do wiercenia? Podpis analfabety? Znak dodawania? Bazgroła? Czy można bazgrolić stuprocentowo bezmyślnie, czy może kółka, krzyżyki i serduszka trzeba już mieć kulturowo zakorzenione w głowie, posiadać jakąś ich koncepcję? Autorka twierdzi, że znak z premedytacją postawiony farbą na skale nie może być bezmyślny i trudno się z nią nie zgodzić. Dwie skrzyżowane proste, a mogą przyjąć tyle znaczeń.

Z kulturą ginie znaczenie.

Zygzak, trójkąt, kółko, krzyżyk, jodełka, serce, linia prosta, wężyk, łuk, kropka, asterysk, kratka, owal, prostokąt, odcisk dłoni, obrys dłoni, spirala… 32 grupy znaków malowanych przez naszych przodków na skałach i w jaskiniach całej Europy.

Inny przykład. Półkole. W zależności od nachylenia może symbolizować zbiornik wodny, miskę, łuk, literę „C”, księżyc i tak dalej, prawda? Południowoafrykański lud San uważa łuk za symbol zaświatów nad lub pod nami (wygięcie wskazuje, o których zaświatach mowa). Za to dla australijskiego ludu Warlpiri łuk zwykle oznacza człowieka, lecz czasami człowieka siedzącego, czasami stojącego, a rzadziej może symbolizować kangurze bóstwo przodków. Ten sam symbol, zupełnie inne znaczenie, bardzo często zmienia się ono na znacznie mniejszym dystansie niż odrębnych kontynentów.

Nie istnieje uniwersalny kod dla prehistorycznych znaków. Oprócz objawienia, że wielu rzeczy nigdy się nie dowiemy, niesie lektura „Pierwszych znaków” jeszcze jeden wniosek. Po niektórych ludach zostanie sztuka zdolna przetrwać setki tysięcy lat, inne ludy poniosą też w przyszłość kaganek wiedzy, ale śmierć kultury i języka oznacza całkowitą utratę znaczenia, cała symbolika, historia oraz małe zwycięstwa tracą jakikolwiek sens i finalnie giną w pomroce dziejów. To już się raz wydarzyło w Polsce z przyjęciem chrześcijaństwa. Mówimy o oderwaniu od przodków sprzed dziesiątek tysięcy lat, a w jakiej kulturze żyli na tych ziemiach pradziadowie wyznający Światowida? Gdzie się podziały runy wycięte w korze świętych buków?

„Pierwsze znaki” to znacznie więcej, ale warto odkrywać tę książkę na własną rękę. Być może lektura zmieni wasze podejście do „jaskiniowców”, być może pokaże, jak bardzo metoda naukowa nie jest zgadywaniem, być może nauczy szacunku do ogromnej potrzeby piękna, jaką nasz gatunek wykazywał eony przed wymyśleniem trzech głównych religii monoteistycznych. Zmarłych chowaliśmy 400 tysięcy lat temu, sztukę mieliśmy 200 tysięcy lat temu, muzykę mieliśmy przynajmniej 40 tysięcy lat temu. To zmienia perspektywę, a książki zmieniające perspektywę to obowiązkowe pozycje w mojej biblioteczce.